sobota

Procenty dla twardzieli

Dzisiaj mocarna iniformacja, ale nie o debilkach :) a to zaskoczenie prawda? :)


okazuje się, ze  wietnamczycy produkują wino ryżowe, w którym zatopiona została jadowita kobra i czarny skorpion. Niecodzienny produkt można zamówić przez internet – donosi dailymail.co.uk.
Do produkowanego w Wietnamie "wężowego wina" używana jest jadowita kobra i czarny skorpion. Żywe zwierzęta umieszczane są w butelkach z winem ryżowym. Zawarty w nim alkohol unieszkodliwia jad węża i skorpiona, który oparty jest na proteinach.
Jak zapewniają producenci nietypowego trunku, ma on właściwości lecznicze. Pomaga podobno w bólach pleców i reumatyzmie. Wzmaga także potencję: oparte na ryżu likiery są uważane za silny afrodyzjak.

Trunek z węża i skorpiona reklamowany jest jako najbardziej "męski" alkohol jaki kiedykolwiek wyprodukowano – informuje dailymail.co.uk.

czwartek

BABSKIE POWODY DO WSTYDU - szokujące badania

Niby wszyscy wiemy, że wstydzić się należy tylko złych rzeczy. Jednak świadomość tej reguły nie pomaga nam w oswojeniu i okiełznaniu kompleksów. Może jednak świadomość, że nie jesteśmy z naszym wstydem same, pozwoli nam lepiej się z nim poczuć, a z czasem zacząć go pokonywać?

Badania przeprowadzone w 2007 roku przez IQS QUANT GROUP wykazały, że polskie kobiety najbardziej wstydzą się tematów związanych z życiem seksualnym, chorób kobiecych i psychicznych oraz zdrady małżeńskiej. Badanie przeprowadzone na zlecenie kampanii "Bez wstydu o NTM" (nietrzymanie moczu) dowiodło także, że właśnie przypadłość polegająca na nietrzymaniu moczu znajduje się wysoko na liście wstydliwych problemów.

O czym nie chcemy rozmawiać?

Rozmowy na temat seksu krępują aż 50% kobiet. Choroby zarówno te kobiece jak i psychiczne zawstydzają co trzecią Polkę. Tak samo krępuje temat małżeńskiej zdrady, a 20% wstydzi się mówić o rozwodzie. Jak łatwo się domyślić, na trudne tematy raczej nie rozmawiamy. A jeśli już - to tylko z kimś bardzo zaufanym. Z badań wynika, że informacji o "krępujących" sprawach szukamy przede wszystkim w książkach i innych publikacjach. Młodsze panie zaglądają przede wszystkim do internetu. Jeśli już rozmawiamy, to z najlepszą przyjaciółką - taką odpowiedź zaznaczyło 50% badanych. Tylko jedna na trzy panie decyduje się rozmawiać na wstydliwe dla nich tematy z partnerem, a co szósta z lekarzem! 20% pań na tematy wstydliwe nie rozmawia z nikim i nie szuka żadnych informacji na ten temat. Niezwykłe jest to, że Polki nie omawiają trudnych tematów ze swoimi córkami i matkami. Osobne miejsce w dyskusjach zajmuje kwestia szeroko pojętej kobiecej fizyczności.

Nogi - częściej kompleks niż atut

Zdaniem naukowców z firmy Venaforce, przeciętna kobieta zamartwia się wyglądem swoich nóg przez pół godziny dziennie. Badanie przeprowadzono latem, co z pewnością znacząco wpłynęło na czas, który poświęcamy naszym kończynom dolnym. Przecież to właśnie latem, kiedy odkrywamy najwięcej ciała, zależy nam, by wyglądało wspaniale. Poza nogami, najczęściej wstydzimy się swoich pośladków, biustu, nosów i ogólnej otyłości. Kwestia braku akceptacji własnego wyglądu, choć wydaje się mało ważna, jest poważnym problemem, który pociąga za sobą szereg innych.

- Programy telewizyjne, media, społeczeństwo i kultura - ze wszystkich stron kobiety są atakowane wizerunkami idealnego ciała. Również dietetyka przepełniona jest niedbaniem o zdrowie, a dążeniem do idealnych kształtów. To wszystko odbija się na kobietach, które zaczynają czuć się nieatrakcyjne w porównaniu z prezentowanymi, niedoścignionymi ideałami piękna. Oczywiście piękna fizycznego - tłumaczy Wojciech Tomaszewski z Przystani Psychologicznej w Warszawie. -Kolejnym aspektem fizycznego wstydu jest poczucie nieatrakcyjności dla partnera. Często mężczyźni nie zaspokajają kobiecych potrzeb w tej materii, a to budzi w nich kompleksy. Nie mówią swoim partnerkom, że dla nich to one są najpiękniejsze, czasem wytykają niedoskonałości, zachwycają się innymi, zdradzają... To powoduje, że kobieta czuje się brzydka, nieatrakcyjna, zaczyna ukrywać swoje ciało, traci pewność siebie. Zdaniem psychologa, kompleksy na punkcie ciała mają wpływ na wiele podejmowanych przez nas decyzji.

Promocja piękna

- Jednym z powodów przesunięcia czasu, gdy kobieta rodzi pierwsze dziecko, jest właśnie strach przed zmianami fizycznymi, które mogą nastąpić po ciąży. Oczywiście decydują też inne czynniki - ekonomia, dążenie do lepszego wykształcenia, ale chęć zachowania młodości i urody jest jednym z nich - mówi psycholog. - Kobiety boją się, że ich ciało zmieni się na niekorzyść, a dziś kult urody jest bardzo mocno promowany. Trudno się dziwić, że panie boją się zaryzykować.

akt, że fizyczność, a raczej niedostatki urody to dla kobiet kwestia bardzo wstydliwa, potwierdzają panie. - Nigdy, nawet w upalne dni nie wkładam zupełnie krótkich spodenek czy spódniczek, ani koszulek na ramiączkach - mówi pani Małgosia 35-latka z Warszawy. - Wiem, jak wyglądają moje uda i ramiona i wstydzę się je pokazywać - tłumaczy. - W pewnym momencie zrezygnowałam nawet z basenu, bo miałam uczucie, że wszyscy na mnie patrzą i w duchu się śmieją, że tak wyglądam. Pani Małgosia nie jest wyjątkiem. Wiele kobiet rezygnuje z bikini, bo nie chce pokazać rozstępów po ciąży. Ewa z Gdańska, choć kocha morze i kąpiele, na plażę wybiera się tylko wczesnym rankiem lub wieczorem i zawsze w dni powszednie. - Nie chcę, by ktoś porównywał moje ciało do zgrabnych laseczek z nogami do nieba, które całymi dniami prezentują swoje idealne kształty - mówi.

"Foka" na plaży

Ewa ma 38 lat, 165 cm wzrostu i waży 64 kilogramy. Nie jest otyła, ma ładną buzię, ale dla niej to za mało. - Przy tych kobietach zaczynam się czuć jak foka. Z fałdkami na brzuchu, zbyt dużym tyłkiem, udami... - wymienia. Również w Internecie znajdziemy setki wyznań pań, które wstydzą się swojego ciała. Niektóre tak bardzo, że przenoszą swoje kompleksy do sypialni. - "Mam trochę za dużo ciała tu i ówdzie. Wstydzę się pokazywać nago swojemu facetowi. Od kilku miesięcy kochamy się tylko pod kołdrą i przy zgaszonym świetle. Mój chłopak zaczyna narzekać na moje zachowanie. Mówi, że jemu podobają się moje fałdki i że to ja świruję. Faktycznie świruję?" - pyta na forum dziewczyna. W odpowiedzi dostaje rady, że powinna pokochać siebie, albo schudnąć. Ale też wiele postów od kobiet, które przechodzą przez to samo.

Niestety, wygląd zewnętrzny to nie jedyna kwestia, której się wstydzimy. A skoro od nieatrakcyjnych nóg doszliśmy już do problemów w sypialni - zajmijmy się kwestią intymności. Badanie wskazały, że to ważny problem. Psycholog zwraca jednak uwagę, że w temacie seksu nie wszystkie obszary są dla nas równie krępujące.

Fantazje na łańcuchu

- Kobiety zazwyczaj bez większego wstydu mówią o życiu erotycznym. Problemy pojawiają się, gdy wchodzimy w obszar fantazji - ocenia Wojciech Tomaszewski. - O ile mężczyzna nie ma problemu, by powiedzieć partnerce, że fantazjuje o seksie z dwoma kobietami, kobieta nie przyzna się do tego samego. Oczywiście chodzi o fantazje, nie o to, że któreś z partnerów faktycznie zdecydowałoby się to zrobić - wyjaśnia psycholog. - Kobieta wie, że to co powie, natychmiast zostanie poddane ocenie. On może swobodnie przyznać się do najdzikszych erotycznych marzeń - w końcu to facet, jemu wypada. Ona ryzykuje, że zostanie ukarana - dodaje Tomaszewski. - W oczach partnera może stać się "puszczalską". Choćby nigdy nie zrobiła niczego, by na taką etykietkę zasłużyć. Właśnie dlatego panie tak bardzo się wstydzą powiedzieć partnerowi, czego potrzebują. Same czują, że nie wypada im tak myśleć.

Czego jeszcze się wstydzimy?

Małżeńskiej zdrady. Potwierdzają to zarówno badania, jak i specjalista z Przystani Psychologicznej. - W kwestii zdrady działa podobny mechanizm, jak w przypadku fantazji erotycznych. Mężczyźnie wypada, kobiecie nie. Przyzwolenie społeczne dla mężczyzny, który wykonał skok w bok jest znacznie większe, niż dla kobiety. Często mówimy - przecież to facet, zdarza się. Ale kobieta z romansem na koncie oceniana jest bardzo negatywnie. Choć zazwyczaj przyczyny kobiecej zdrady są znacznie głębsze niż męskiej - dodaje Wojciech Tomaszewski. - To wołanie o zainteresowanie partnera, o jego czas, uwagę, podziw. Rzadko kiedy kobieta decyduje się na romans, jeśli stały partner zaspokaja jej emocjonalne potrzeby.

Awans jest dla mężczyzn?

O ile kompleksy, wstyd i zażenowanie w tych obszarach z pewnością nikogo nie dziwią, o tyle ogromna niepewność towarzysząca kobiecie na polu zawodowym - zaskakuje. Statystycznie jesteśmy lepiej wykształcone, kończymy więcej dodatkowych kursów, bardziej się angażujemy. - A mimo to, kobieta na tym samym stanowisku zarabia znacznie mniej, niż mężczyzna. Jednocześnie, mimo lepszych kwalifikacji, ma mniejszą szansę na otrzymanie wysokiego stanowiska - mówi psycholog. - To jeden z powodów, dla których kobieta ma kompleks życia w cieniu mężczyzny. Sam do końca nie jestem w stanie pojąć, dlaczego tak jest. Jedynym sensownym wytłumaczeniem tej sytuacji wydaje mi się zakorzeniony w nas atawizm, że to mężczyzna jest głową rodziny, zdobywa pożywienie, broni kobiety, a ona jest tą westalką dbającą o domowe ognisko, chowającą się za jego plecami. Miałem kiedyś pacjentkę - opowiada psycholog. - Z pozoru silna kobieta, doskonale wykształcona, zajmująca wysokie stanowisko kierownicze, zarządzająca dużą grupą ludzi. W domu ta sama kobieta była zupełnie podporządkowana mężowi. Słaba, krucha, zupełnie zdominowana.

Wiele kobiet wstydzi się tego, że mimo włożonej pracy, nie jest w stanie osiągnąć na rynku pracy takiej pozycji, jak mężczyzna. Jednocześnie staramy się nadrobić setki lat, kiedy byłyśmy kulturowo przypięte do domu i prześcignąć mężczyzn na ścieżce kariery. - Sam ten wyścig jest przejawem ogromnych kompleksów ze strony kobiet. Dlatego wkładają znacznie więcej pracy, by osiągnąć to, co mężczyźni. Jednak wyścig dla obu stron jest bardzo negatywnym zjawiskiem - mówi psycholog. - Kobiety i mężczyźni bardzo się od siebie różnią. Zarówno pod względem fizjologicznym, jak i w kwestii emocjonalności, potrzeb czy predyspozycji. Nie znaczy to bynajmniej, że kobiety nie powinny starać się spełnić w pracy. Źle na ich psychikę wpływa porównywanie się do mężczyzn. Podobnie jak patrzenie na swoje ciało przez pryzmat pięknych modelek. To właśnie porównania budzą w nas wstyd i rodzą kompleksy. Zamiast skupić się na sobie, rozwijaniu się, pracowaniu nad sobą, koncentrujemy się na tym, że jesteśmy brzydsze od kogoś, zarabiamy mniej niż ktoś inny - mówi Wojciech Tomaszewski. - Dopiero, gdy wyrwiemy się z tego koła porównań mamy szansę poradzić sobie z naszym wstydem i kompleksami. AD

Po co partner - lepszy wynajęty - dla nastolatek

Czerwone majtki, podwiązka i nowa sukienka - bez tego nie obejdzie się żadna studniówka. Do niezbędnika studniówkowego trzeba dorzucić jeszcze idealnego partnera. A co zrobić, jeśli nie ma żadnego na horyzoncie? Można go sobie kupić albo wylicytować.
Moda na partnera kupionego w internecie święci w Łódzkiem triumfy. Sezon studniówkowy w pełni, a w internecie trwają licytacje. Za usługę trzeba zapłacić między 50 a 100 zł.
"Jestem zeszłorocznym maturzystą i chcę w tym roku iść znowu na studniówkę. Uwielbiam się bawić, zawsze uśmiechnięty, towarzyski i lubię poznawać nowych ludzi. Nie upijam się - sama decydujesz, możemy bawić się bez alkoholu czy z alkoholem - jestem dla Ciebie. Oczywiście możemy się wcześniej skontaktować, porozmawiać, wymienić zdjęciami. Lubię spontany, jeszcze nigdy się nie sprzedałem na Allegro, a ty pewnie nigdy nikogo nie kupiłaś. Przyszedł na to czas" - napisał 20-letni łodzianin na portalu Allegro.pl. Aukcja zaczęła się od złotówki, ale łodzianin "poszedł" w środę za 53 zł. Pieniądze, jak twierdzi, przeznaczy na transport i kupno kwiatów.
Sami również postanowiliśmy poszukać szczęścia na jednym z portali. Stworzyliśmy internetowy profil Ani, licealistki z najlepszego w całym województwie I LO, która szuka partnera na bal w Pałacu Poznańskiego. Jednak innym użytkownikom witryny sam prestiż szkoły nie wystarczył. "Może i bym się zgodził, ale może najpierw zobaczyłbym Twoje zdjęcia?" - odpisał Ani jako pierwszy z internautów Robert. Kolejne odpowiedzi były już dużo bardziej konkretne. Marcin W. sam przesłał swoją fotografię w garniturze i kapeluszu z szerokim rondem, Artur zaproponował układ: "Ja pójdę z Tobą na Twoją studniówkę, a Ty pójdziesz ze mną na moją". Ogółem Ania przez tydzień doczekała się siedmiu zaproszeń.
Łodzianki robią się coraz bardziej wybredne. Na studniówce wszystko musi być idealne. Nawet partner. - Musi być wolny, pełnoletni, przystojny blondyn (najlepiej), który super tańczy, z którym będę mogła inteligentnie porozmawiać, niepalący, najlepiej powyżej 185 cm - wymienia Katarzyna, tegoroczna maturzystka, która zdecydowała się na umieszczenie oferty w internecie.

Pytaniem o nową studniówkową modę zaskoczyliśmy Barbarę Górską, dyrektor XIII Liceum Ogólnokształcącego w Łodzi. - U nas bal już się odbył. Nie wiem, czy ktokolwiek z partnerek lub partnerów maturzystów był wzięty z internetu, ale nawet jeśli, to nikt nie narobił żadnemu z moich uczniów wstydu podczas zabawy. A to najważniejsze - mówi Górska.

Przed przypadkowymi partnerami przestrzega jednak policja. - Jeśli dziewczyny zdecydują się wynająć partnera przez internet, to koniecznie powinny się z nim wcześniej spotkać. Na spotkanie najlepiej iść z koleżanką albo kimś z rodziny, żeby sprawdzić, czy przyszły partner ma dobre zamiary. Pod żadnym pozorem nie można wsiadać do niego do samochodu, bo pamiętajmy, że część osób, która się ogłasza, może wykorzystać studniówkę jako pretekst do niewłaściwych zachowań seksualnych i wykorzystać dziewczynę - mówi Grzegorz Wawryszuk z KWP w Łodzi.

niedziela

Praca? Po co, lepiej bogaty frajer !

Kariera zawodowa? Owszem, ale jeszcze chętniej... zamożny mąż, który zapewni dostatnie i wygodne życie. Jak pokazują najnowsze badania, to aspiracje wielu współczesnych Europejek, dla których małżeństwo z bogatym mężczyzną jest często ważniejsze niż własny rozwój zawodowy.
Jak podaje Daily Mail, do takich wniosków doszła Catherine Hakim z London School of Economics and Political Science, autorka raportu przygotowanego dla ośrodka badawczego CPS (Centre for Policy Studies). Hakim uważa, że wyniki badań są niepokojące, bo na bogatym mężu zależy obecnie większej liczbie kobiet niż 60 lat temu...

Badania Catherine Hakim objęły przede wszystkim Wielką Brytanię i Hiszpanię, choć pod uwagę brano również inne kraje europejskie. W porównaniu z 1949 rokiem liczba kobiet w Wielkiej Brytanii, która poślubiła męża znacznie lepiej wykształconego i bardziej zamożnego niż one same, jest obecnie o 20 proc. wyższa.
 Zdaniem badaczki, najbardziej popularny i "poprawny politycznie" współcześnie model rodziny, czyli mąż i żona, którzy pracują i dzielą się obowiązkami domowymi, nie sprawdza się. Catherine wysuwa nawet dość kontrowersyjną tezę, że "wiele kobiet nie chce przyznać, że woli być niepracującymi żonami, ponieważ takie wyznanie stało się dziś "politycznie niepoprawne".

Według niej dlatego na wysokich stanowiskach w gospodarce i administracji jest więcej mężczyzn niż kobiet, gdyż kobietom nie zależy lub mniej zależy na karierze w biznesie. Haskim twierdzi, że większość kobiet w Europie, jeśli może, aspiruje do wyjścia za mąż za mężczyznę lepiej materialnie sytuowanego i wykształconego od nich. Kobiety widzą w małżeństwie alternatywę lub uzupełnienie ich kariery na rynku pracy - stwierdziła autorka raportu.

Jak kretynki wykorzystują swoją kobiecość

Niby kobiety domagają się równouprawnienia we wszystkich sferach życia i piętnują męski szowinizm oraz stereotypy na swój temat typu "baba za kierownicą", ale jak przychodzi co do czego, słodko trzepoczą rzęsami i starają się zwalić swoje ewentualne niedociągnięcia właśnie na karb płci.
Albo... po prostu się nami wyręczyć. Zobacz, w jakich sytuacjach, kobiety używają swojej płci jako ostatecznego argumentu! 

10. Płacz
Z ankiety przeprowadzonej przez jeden z brytyjskich ośrodków badania opinii publicznej wynika, że 6 % przypadków wylewania łez jest przez kobiety argumentowany tym, że "w końcu jestem kobietą i muszę sobie popłakać". To doprawdy miażdżący argument 

9. Orientacja w terenie
Mimo niepodważalnych naukowych dowodów, że kobiety gorzej orientują się w terenie i źle czytają mapy, one same rzadko się do tego przyznają, wszystko zwalając na karb męskiego szowinizmu.
Jednak gdy spotkasz na swej drodze zdezorientowaną kobietę (która np. jedzie pod prąd) w 11 % przypadków, uzasadni to, że zgubiła drogę, swoją płcią.
 

8. Gorsza kondycja fizyczna
To oczywiste, że kobiety są słabsze i mniej wytrzymałe od facetów, jednak zadyszka po wejściu na 4 piętro nie ma nic wspólnego z płcią. A niestety, jak się okazuje, w piętnastu procentach sytuacji, kiedy ona nie może za Tobą nadążyć, użyje koronnego argumentu o słabszej płci.  

7. Wyrzucanie śmieci
Jesteś facetem = Ty wyrzucasz śmieci. Większość kobiet nawet nie dopuszcza do siebie innej możliwości. I nie życzy sobie w tej kwestii równouprawnienia.  

6. Składanie mebli, wbijanie gwoździ itd.
Wprawdzie istnieją kobiety, które doskonale znają się na udarach do wiertarki, a pralki naprawiają lepiej od fachowców, ale - sami przyznacie - należą do rzadkości.

Nawet jeśli Twoja kobieta doskonale wie, której strony młotka używać podczas wbijania gwoździ, w 28 % przypadków zostaniesz poproszony o zrobieniu tego za nią. Mogło być gorzej.
 

5. Unikanie konfrontacji
Trzeba iść kłócić się o coś w skarbówce, zapłacić mandat, powiedzieć wspólnym znajomym, że nie przyjdziecie - do tych średnio przyjemnych rzeczy ona najchętniej wysyła Ciebie, bo w końcu jesteś mężczyzną, "opiekunem i obrońcą".
Kobiety wysługują się mężczyznami w 35 % takich przypadków (argumentując to właśnie płcią).
 

4. Otwieranie słoików
Nawet jeśli to zwykły dżem ze sklepu, jeśli znajdziesz się w pobliżu, na pewno poprosi Cię, byś otworzył go za nią. Prawdopodobieństwo: 40 %. 

3. Noszenie ciężarów
Tak, tak, wiemy - jesteśmy silniejsi i możemy byś używani w charakterze osiołków i tragarzy. Nie mamy nic przeciwko pomaganiu w targaniu siat z zakupami. Ale dwie bułeczki, mleko i serek? Z tym chyba powinna sobie poradzić.
W 48 % sytuacji będziesz je jednak niósł. I nie pomoże tłumaczenie, że przed wojną to kobiety nosiły siatki za oficerami!
 

2. Zabijanie robactwa
Ile razy z łazienki dochodził Cię pisk i zmuszony byłeś ruszyć z odsieczą przeciw "monstrualnych" rozmiarów pająkowi czy innemu żyjątku? A szczegółowe studiowanie ścian w poszukiwaniu komarów? Jeśli chodzi o "mokrą robotę" one najchętniej oddelegowują do tego nas - jesteś mężczyzną, zabijaj.  

1. Parkowanie
Aż w 67 % sytuacji, gdy kobiety parkują samochód tak, że nie wiadomo, czy się śmiać, czy płakać, zrzucają odpowiedzialność za tę nieumiejętność właśnie na swoją płeć. I jeszcze się później dziwią, że w języku funkcjonuje określenie "parkować jak kobieta". Przepraszam, jestem w końcu kobietą!

środa

Pijana kretynka zraniła noworodka

Pijana lekarka z Tarnowskich Gór podczas wykonywania cesarskiego cięcia zraniła noworodka skalpelem. Bielska Prokuratura Rejonowa postawiła jej zarzuty uszkodzenia ciała i narażenia na ciężki uszczerbek zdrowia. Śląska Izba Lekarska na razie zawiesiła postępowanie.

Oskar przyszedł na świat osiem miesięcy temu. Lekarka w czasie zabiegu miała prawie promil alkoholu we krwi. – Nigdy nie usłyszałam przeprosin - mówi mama chłopca. Do dziś na policzku dziecka widnieje dwucentymetrowa blizna.

czwartek

Różnica między latynoską a polką

Wyczytałem w komentarzach w jednym z portali. Szczera prawda

Mieszkałem 2 lata w Madrycie. Studiowałem, pracowałem, uczyłem się języka, starałem się poznać kulturę hiszpańską jak również samych Hiszpanów i inne narodowości (mam na myśli głównie Amerykę pd. i Łacińską) zamieszkujące ten piękny i słoneczny kraj. Nie traciłem czasu i prowadząc singielskie życie miałem przyjemność poznać i romansować z niejedną Hiszpanką czy Latynoską (Brazylijką, Argentynką, Dominikanką itp.). Nie ukrywam, że powrót do kraju był dla mnie trudny i wciąż trudno jest mi się przystosować. Tęsknie szczególnie za Latynoskami a na Polki nie mogę patrzeć. Przykra prawda jest taka, że różnica między nimi jest jak między Maluchem a Mercedesem. Latynoski to otwarte, optymistyczne, pełne ciepła i temperamentu kobiety. Są niezwykle swobodne, wyzwolone w życiu jak i w łóżku, nie czekają aż facet przejmie inicjatywę, nigdy nie mają dość przytulania, całowania czy seksu. Przelewają na faceta optymizm, radość z życia, wspierają go i bagetelizują problemy jeśli takie wystąpią. Polki przy nich to zimne, szorstkie, wredne, zamknięte materialiski, w dodatku zakopleksione, seks traktują jako nagrodę dla faceta za dobre sprawowanie czyli za to że wystarczająco dużo nad nią skakał, obdarowywał itp. Związek z kobietą w Polsce to układ, facet zarabia, kobieta daje w zamian "miłość", związek w Hiszpani to bezwarunkowe bycie ze sobą, wzajemne zafascynowanie, czerpanie radości z samego przebywania razem, patrzenia na siebie, seksu. Zaskakuje mnie zwykły brak apetytu Polek na miłość i namiętność, pragmatyzm i interesowność. To, że Polki to najpiękniejsze i najwspanialsze kobiety na świecie to farsa. Na koniec napiszę żeby odeprzeć falę krytyki ze strony urażonych Polek, że ten post to nie jest uskarżanie się biednego chłopczyny na los czy reakcja na niepowodzenia w życiu osobistym. Jestem przystojnym, wykształconym, nieźle sytuowanym facetem, który na brak powodzenia tutaj nie narzeka, moim celem nie było obrażanie nikogo tylko uzewnętrznienie swobodnej, obiektywnej refleksji i głośne zanegowanie jakże błędnego stereotypu jakie to Polki są oh i ah. Stwierdzam wszech i wobec, głośno i wyraźnie, nie jest tak ;) Pozdrawiam i życzę miłego dnia.

A jednak to prawda!

Muzyka i obraz

 

Wolny dzień od sekciarzy

Pedalstwo kościelne żądaowolnego święta swojej sekciarskiej religii - niejakich trzech króli. Wolne w środku tygodnia. Rozpieprzyli tym tydień pracy. Ale w rozpieprzaniu są świetni więc ich to nie rusza. Natomiast sonda wśród ludzi pokazuje że po raz kolejny kościół i państwo zrobiła przeciwko obywatelom. Cytuję za onetem:

Ustawa wprowadzająca dzień wolny w święto Trzech Króli nie zadowala ani pracodawców ani pracowników. Obie strony zapowiadają złożenie jeszcze w tym miesiącu wniosków do Trybunału Konstytucyjnego. Ustawę zaskarżą pracodawcy zrzeszeni w Lewiatanie oraz NSZZ Solidarność. 
 
Pracodawcy RP i OPZZ podzielają zastrzeżenia do nowego prawa, ale są podzieleni w krytyce. Jedni uważają, że ustawa szkodliwie zwiększa liczbę wolnych dni, drudzy, że przeciwnie - w praktyce, w skali roku, będzie ich mniej.
Jeremi Mordasewicz z Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan twierdzi, że w wyniku przyjęcia ustawy gospodarka poniesie znaczne straty. Szacuje, że łączne, dodatkowe obciążenie przedsiębiorstw wyniesie 900 milionów złotych, a roczna sprzedaż dóbr i usług, wytwarzanych jedynie w przedsiębiorstwach powyżej 50 pracowników spadnie o 4,2 miliarda. W efekcie, wpływy z utraconego podatku VAT i CIT zmniejszą się o 370 milionów.
NSZZ Solidarność ma inne argumenty. Związkowcom podoba się nowy dzień wolny od pracy, ale przewidują, że zmiany w prawie pracy doprowadzą, w realnym działaniu przedsiębiorstw, do likwidacji innych wolnych dni. Rzecznik związku Wojciech Gumułka spodziewa się, że pracodawcy, na mocy nowego prawa, będą manipulować odbieraniem dni wolnych, a pracownicy na tym stracą. Przypomina, że ustawodawca zlikwidował możliwość odebrania dnia wolnego za święto przypadające w sobotę, nie będzie też skrócenia tygodniowego czasu pracy, jeśli wypadnie w nim święto.
Związkowcy zrzeszeni w OPZZ są zdumieni metamorfozą, jaką przeszedł wniosek obywatelski w sprawie przywrócenia dnia wolnego w święto Trzech Króli. Przyjęta ustawa jest czymś zupełnie innym - mówi wiceprzewodniczący OPZZ Andrzej Radzikowski i dodaje, że z niepokojem patrzy na to, co się dzieje z procesem legislacyjnym w Polsce. Jego zdaniem, musieli tu działać lobbyści, czyli pracodawcy. "Przemycono zapisy, których nie było we wniosku zgłaszanym przez rzeszę ludzi" - zauważa wiceprzewodniczący OPZZ Andrzej Radzikowski.
Pracodawcy RP podzielają ten niepokój i częściowo popierają wniosek do Trybunału przygotowany przez Lewiatana i częściowo wniosek Solidarności. "Jesteśmy za, ale z dwóch wniosków wybieramy po trosze, bo przyjęte rozwiązanie nie służy ani pracodawcom ani pracownikom. Od początku byliśmy przeciwni takiej kombinacji" - powiedziała w rozmowie z IAR mecenas Monika Gładoch. Dodała, że to nie pierwszy przypadek takiego przerobienia przez parlament pierwotnego wniosku, że końcowa ustawa jest dla wnioskodawców zupełnie nie do poznania i nie do zaakceptowania.
Monika Gładoch jest zaniepokojona praktykami w procesie legislacyjnym. Jak podkreśliła, do rządu i parlamentu były kilkakrotnie kierowane protesty dotyczące wypaczania idei konsultacji społecznych.
Źródło: IAR

piątek

Co NALEŻY mówić debilce

Znalazłem ciekawy artykuł w sieci i pozwolę sobie go wam przytoczyć. Oczywiście nie byłbym sobą, gdybym nie skomentował jego zawatości.... :) Zatem wigilijne dzieło czas zacząć:

W kontakcie z kobietą czasem (CZASEM??????) jest tak, jak ze słoniem w składzie porcelany. Coś powiesz, a ona nagle milknie tak, jak byś powiedział coś niestosownego (i szkoda że ten stan nie trwa wiecznie....)
Ale czy na pewno nie powiedziałeś niczego, co mogłoby ją urazić? 
   


1. "Masz zamiar włożyć to dziś wieczorem?"
To jest jasne, że właśnie TO ona ma zamiar na siebie włożyć dziś wieczorem. Debilki poświęcają mnóstwo czasu na to, żeby wyglądać pięknie, niestety zazwyczaj ich trud jest daremny, mózgu  bowiem nie da się ubrać. To, co możesz powiedzieć powinno brzmieć: "Wyglądasz olśniewająco w tej sukience". Innego wyjścia nie masz, chyba, że chcesz wieczór spędzić przed telewizorem w atmosferze konfliktu z partnerką. (a nalepiej bez niej = spokój cisza i brak wkurwiającego babskiego dźwięku)
 
2. "Nie znoszę mojej matki"
Nie ma nic seksownego w nielubieniu swojej matki. Kiedy wypowiadasz się o niej w ten sposób, twoja partnerka sądzi, że o niej myślisz to samo. I szuka wyjścia awaryjnego. (no i niech szuka, im szybciej znajdzie, tym lepiej dla nas)
 
3. "Czy twoja przyjaciółka jest wolna?"
To nie w porządku, kiedy spotykasz ją przy barze, słuchasz opowieści o jej pracy, psie, fryzjerze tylko po to, żeby utworzyć sobie kanał dostępu do jej bardziej atrakcyjnej przyjaciółki. W rzeczywistości osiągniesz efekt odwrotny - ona powie swojej koleżance, że jesteś dupkiem. A jeśli jej koleżanka uzna taką merytoryczną ocenę za wartościową to będzie tylko znaczyło ze obydwie są kretynkami. I od takiego smrodu należy jak najszybciej spierdalać.
 
4. "Doszłaś?"
To podobno najgorsza rzecz, o którą możesz zapytać debilkę po tym jak właśnie skończyliście się kochać. Leżycie w łóżku, upojeni, wyczerpani, spoceni. Ona właśnie myśli, że jesteś pewnym siebie, namiętnym i doświadczonym kochankiem. Chcesz to wszystko zniszczyć pytając, czy miała orgazm? przecież wiadomo, że nie miała, Polki są bowiem tragicznymi kochankami, oziębłymi i zahamowanymi do granic możliwości
 
5. "Chcesz to wszystko zjeść?"
Lepiej nie poruszać tego tematu. Kropka. Każda kretynka zmaga się z jedzeniem w diabolicznym, katastrofalnym wręcz uścisku. Każda kobieta doskonale wie, że będzie żałować tego, że za chwilę zje makaron z sosem. Ponieważ kretynki podobnie jak z sexu również z jedzenia nie potrafią czerpać przyjemności
 
6. "Nie chodzi o ciebie. Chodzi o mnie."
Nieprawda. Prawda jest taka, że chcesz wyjść od niej jak najszybciej (NO BA - od kretynki każdy chce uciec jak najdalej), żeby załapać się jeszcze na happy hours w pobliskiej knajpie ze striptizem :)

Autor: ŁG Źródła: fhmonline.com 
cześć komentarzy wplecionych w treść - autor bloga 

niedziela

Skazana za gwałt

zdjęcie pochodzi z "Nie"
Artykuł z "Nie":

Kobieta skazana na rok więzienia za zrobienie loda.

Sprawa zaczęła obiegać świat latem tego roku.
Sąd w Bergen (Norwegia) podtrzymał wyrok skazujący 23-letnią kobietę na 9 miesięcy ciupy i 40 tys. koron odszkodowania za „fellatio”, co przekładając na język rodzimy znaczy obciągnięcie druta lub zrobienie loda, obciągnięcie laski albo ssanie pały – jak kto woli.
Nieszczęsna niewiasta 4 stycznia 2004 r. balangowała z dwoma panami. Spożyli podczas balangi co nieco, ale w proporcjach norweskich, czyli to, co w polskiej filozofii pijackiej określa się mianem nicości absolutnej. Jeden z uczestników niewinnej balangi, 31-latek, zasnął na sofie. I według jego opowieści, gdy się obudził, poczuł, że podczas snu zrobiono mu loda. Według zeznań 23-latki ona i owszem obciągnęła mu fujarę, ale on się obudził i nie protestował i nawet odwdzięczył się za miłą przysługę szerokim uśmiechem. 31-latek, któremu obciągnięto, jak podaje dziennik „Dagbladet” z 27 kwietnia 2005 r., poczuł się tak tym urażony, że się rozpłakał jak dziecko, poczem pobiegł do komendy, by zgłosić przestępstwo. Na dowód pokazał gacie i własną fujarę, z której pobrano DNA śliny. Nie trzeba było Sherlocka Holmesa, by stwierdzić, że DNA śliny pasuje jak ulał do 23-latki. Biedna męska ofiara obciągania popadła w psychiczny dołek i miewa teraz nocne koszmary.

Sprawa znalazła się w sądzie, a prokurator zaaplikował paragraf 192 prawa karnego, czyli gwałt. Prawo karne nie oddziela płci. Każdy akt czerpania seksualnej korzyści bez zgody part-nera jest w istocie uznany za gwałt. Będzie nim zarówno przelecenie nawalonej w trupa baby, jak i obciągnięcie fujary narzeczonemu, który akurat nie ma na to ochoty. Summa summarum nasza bohaterka dostała 9 miesięcy bez zawiasów i 40 tys. koron odszkodowania na rzecz pokrzywdzonego.
Patrząc na sprawę znad Wisły można się palnąć w banię i współczuć facetowi, co za zrobienie loda idzie na policję. Myślę, że i posterunkowy skręcałby się ze śmiechu z frajera, co
za laskę idzie składać skargę i żąda dochodzenia. Ale nie w Norwegii. Tu normalną ludzką wesołość dawno już zastąpiono pigułką prozak.
Adwokat 23-latki niejaki pan Per Magnus Kristiansen wniósł o ponowne rozpatrzenie sprawy, ale udało mu się zbić tylko jeden miesiąc z wyroku.
Pan prokurator SmÂrdal natomiast wyraził zadowolenie z wyroku. Sprawę potraktował śmiertelnie poważnie i oznajmił, że prawo nie czyni różnicy między mężczyzną i kobietą, jeśli  chodzi o seks bez obopólnej zgody. Bo do tanga trzeba dwojga.

Jest w Norwegii prawo „likestillingsliven”, na które polskie feministki czekać będą długo. Prawo to daje równouprawnienie kobietom praktycznie we wszystkich dziedzinach życia.
Narodową przywarą Norwegów jest chorobliwa polityczna poprawność. Z języka skasowano już dawno rodzaj żeński rzeczowników nazw niektórych zawodów. Nie ma już, jak to dawniej bywało, podziału na nauczyciel „Idrer” i nauczycielka „Idrerinne”, jest słowo nauczyciel bez względu na płeć. To samo dotyczy pielęgniarki itp. Osobiście uważam, że ofiarą tej politycznej poprawności zrównania kobiet z mężczyznami padła nasza samarytanka seksualna. Przywalono jej wyrok właśnie w myśl zasady równouprawnienia. Płeć nieważna, ważny czyn.
Nieszczęsna niewiasta jest pierwszą kobietą w Norwegii skazaną za gwałt. Czy czeka ją sława Moniki Levinski? Nie sądzę. W kraju tym o seksie można mówić tylko w terminologii medycznej. Politycznie poprawnie jest stwierdzić: spenetrował partnerkę waginalnie, poczem ona ujęła penisa partnera i uprawiała z nim seks oralny, co w wolnym przekładzie daje: wybzykał panienkę, a ona z wdzięczności zrobiła mu loda.
Sędzia w końcowej mowie po odczytaniu wyroku podkreślił, że łagodny wyrok w tej sprawie motywowany jest faktem, iż szanse oskarżonej na powtórne popełnienie przestępstwa są minimalne. Rozumiem. Której by się chciało brać do buzi po takiej aferze. Adwokat poszkodowanego Roar Vegsund motywował wyrok tym, iż facet, któremu obciągnięto, wciąż płacze i czuje się jak zgwałcona dziewica.

Równouprawnienie

I jak tam? Przewaliliście się wraz z tłumem w poszukiwaniu prezentów w formie zestawu skarpetki rękawiczki czekolada? Nie? uuuu szkoda. To lećcie jak najszybciej żeby potem spędzić święta w "rodzinnym" gronie wszyscy w swoich pokojach szczelnie pozamykani. Chyba że u kogoś jest inaczej - pozostaje wtedy tylko pozazdrościć.

Dziś będzie o równouprawnieniu. W pracy, życiu, związkach. Podobnie jak z kazdej dziedzinie życia równouprawienie, partnerstwo i sprawiedliwość jest wtedy, gdy działa na korzyść kobiet. Związek partnerki? Wyłącznie na jej zasadach, inaczej facet jest "palantem". Równouprawnienie? Ależ oczywiście, ale żeby przypadkiem nie musiała pracować ciężko jak faceci, niech ją puszczają w drzwiach, prawią komplementy noszą na rękach. A na koniec najlepiej niech za to zapłacą. Albo inaczej - będe pracowała tyle ile do tej pory ale chce zarabiać więcej, ponieważ domagam się równouprawnienia

Równe prawa? W czym? Zapytajcie kobiet przy lokalach wyborczych na kogo głosowały w tych wyborach. Ja zapytałem. "Na tego przystojnego". Zapytałem czemu. "Bo jest przystojny". Zapytałem czy była na spotkaniu z kandydatem, czy zna go osobiście lub zna jego program. "Nie.... Pan jest bezczelny !"
I dokładnie te same osoby, z takim talentem do logicznego myślenia, odpowiedzialności podczas procedur demokratycznych (takich jak wybory) domagają się równouprawnienia.

Z chęcią zobaczę kilka tuzinów żądających równych praw kobiet w kopalniach (patrz obrazek), hutach i podobnych miejscach pracy. Państwo widzieli panią górniczkę ciężko pracującą pod ziemią? Ja tez nie. Tu już równouprawnienie nie sięga, natomiast sięga tylko tam gdzie wygodnie i miło, gdzie pachnie i gdzie można paznokcie pomalować.

Tak to właśnie wygląda i zaprawdę współczuję wszystkim tym, którzy niedopchane feministki traktują poważnie a pieprzenie o równych prawach uważają za coś wartego uwagi. Drodzy panowie - skumajcie w końcu że jedynymi istotami wartymi uwagi według kobiet są tylko one same, a jeśli trzeba użyją tego o czym myślicie by to osiągnąć. Ot i wszystko...

Wesołych świąt, z kimkolwiek będziecie musieli je spędzić

NaPiwki

Zawsze mnie to irytowało. Zawsze próbowałem zrozumieć ideę napiwków. No bo tak: gdy ja wykonam po mistrzowsku swoja pracę, a trzeba wam wiedzieć że inaczej jej nie wykonuję, dostaję kwotę na jaką się umówiłem ze zleceniodawcą i ani centa więcej. Bo niby z jakiego powodu - to mój zasrany obowiązek żeby pracować profesjonalnie i domaganie się za do dodatkowej opłaty byłoby karygodnym chamstwem i bezczelnością.
Ale są zawody, w których pracują ludzie bezczelnie sie napiwków domagający. Taki kelner - wypada dac napiwek. Pytam - za co, za to że mi nie narzygał do zupy? No naprawde wypas. Na tak postawione pytanie otrzymuję odpowiedzi że:
  • "bo ma cięzką pracę". 
Po pierwsze primo: ja też i nikogo to nie obchodzi i nikt mnie nie opłaca za to że jest ciężka.
Do drugie primo: ja mu tej pracy nie wybierałem, jak mu praca nie pasuje, niech idzie kraść węgiel z torów.

  • "bo mało zarabia, ma małą podstawową pensję"
Widocznie jest frajerem i nie umie negocjować stawek za prace z szefostwem. A jak jest frajerem to nie ma powodu żebym ja był frajerem większym od niego i finansował jego brak umiejętności interpersonalnych oraz brak pewności siebie podczas negocjacji. Absurd w czystej postaci

  • "bo takie są zasady"
A moją zasadą jest to, że za wykonaną prace płace tyle, ile jest napisane w menu. Kazda szanująca sie restauracja ma wpisane w nim ceny już zawierające napiwek dla kelnera. Jeśli nie ma - jej problem. Zasady każdy sobie ustala sam, co widać na przykładzie każdej kobiety dla której każdy związek polega na "relacjach partrnerkich" pod warunkiem że partnerstwo będzie na jej zasadach. Zazwyczaj chorych i niepopartych żadną logiką. Zasady w firmie, w domu, w szkole na uczelni - każdy wymyśla sobie własne. Ja zasadę "bo takie są zasady" mam w zasadzie w dupie.

W TVN Style oglądałem niedawno wyznania kelnerek i kelnerów opowiadających jak są traktowani klienci, którzy nie zostawią napiwku. I uwierzcie mi, przykłady takiego traktowania były dość niesmaczne, wręcz obrzydzające. Czy jak nie zapłacisz "napiwku" murarzowi bądź adwokatowi lub elektykowi to ten wyriwe ci kable ze ścian, zburzy dom czy posadzi do pierdla? Nie - będzie szczęśliwy, że zapłaciłes mu zgodnie z umową tyle pieniążków ile oczekiwał. W terminie.

Kelner nie - ten będzie miał pretensje, fochy i strzeż się, gdy przyjdziesz drugi raz do jego miejsca pracy na zupkę. Nigdy tego nie pojmę. Jak również tego że jest to nieopodatkowany dochód z którego powinni się kelnerzy rozliczać skoro tak się go domagają.

Z chęcią dowiem się jakie jest wasze zdanie na ten temat. Chamskie wulgarne i bezczelne komentarze nie będące merytorycznymi wypowiedziami będą spuszczane w kiblu bez litości dla ich autorów.

Słodka notka

Cukier. Niczym koń. Jaki jest - każdy widzi, a liczni również czują smakując. Cukrów mamy wiele rodzajów w tym waniliowy. Zawsze myślałem że cukier waniliowy jest cukrem waniliowym. Nie jest. Trauma. Teraz spójrzcie na fotkę (kliknij w obrazek by go powiększyć) i przeczytajcie na głos napisy na saszetkach. Powoli i na głos.
 ........
Już?
........
No właśnie.... Co to jest wanilina? I czemu robią z niej cukier? Oj, chyba wykryłem poważną aferę. Bez Ziobry się nie obejdzie...


Poza tym przy okazji zakupów od pana w małym ale wszystkomającym sklepie komputerowym dostałem (tłumaczenie dla nastolatków - za free) klawiaturę gumową która można myć w zlewie, pod prysznicem a nawet podobno w muszli kiblowej. Zdarzyło pierwszy raz takiego prezenta otrzymać. Ale prezent celny, albowiem poprzednia była mocno zachlapana wyschniętym materiałem genetycznym pomieszanym z resztkami kilku tysięcy posiłków. Technologia jest wspaniała - w służbie człowieka po wsze czasy. Alleluja !

Muzyczna plama

Borysz Szyc. Kiedyś zaśpiewał u wojewódzkiego. Zaśpiewał pięknie. Pomysłałem - git - trzeba będzie nabyć płytę. I jak to zazwyczaj bywa od razu o tym zapomniałem. Ale że równowaga w przyrodzie musi być zachowana - dzisiaj sobie o niej przypomniałem, wyszperałem tym razem w necie i ściągnąłem by przejrzeć zawartość muzyczną płyty. No i moi drodzy niestety - nie jest dobrze. Pan Borys podparł sie jedną Panią o imieniu Marysia (teraz nawet 50 latki nie maja na imię maria, katarzyna czy anna, ale Marysia, Kasiunia i Anusia. Oraz Kasja i Joasja). Kto wie ten wie.
Borys sam przyznawał w wywiadach towarzyszących wydaniu płyty że śpiewać nie umie ale ciekawość jak to będzie kazała mu ją nagrać. Jakaś logika - przyznacie - w tym jest. I pomysł na płytę z autorskimi piosenkami i znanymi coverami jak "purple rain" "czy nothing compares to you" powinna być gwaranterm sukcesu i dobrej sprzedazy. Niestety. Płyta jest bardzo kiepsko nagrana, jakoś dźwięku powiem i stosunek poszczególnych instrumentów oraz wokalu wydaje się być przypadkowa i ustawiona w najlepszym przypadku dla zabawy. Szkoda, bo zniszczyło to Szycowe wykonania pięknych kompozycji.
Gdy Guns n Roses nagrali cover Dylana "Knockin' on heaven's door" uczynili to w takim stylu że nawet teraz mało kto wie, kto był jego twórcą. Genialnie nagrana, zagrana, z pomysłem, czadem i wszystkim co rockowy hymn mieć powinien. A Szyc - lipa.
Drogi Borysie - zabierając się za profanowanie wielkich kompozycji warto najsampierw pomyśleć i znaleźć na nie pomysł. Jeśli go brak, lepiej skorzystać z którejś z panienek z reklamy z pstrykaczem a nie zajmowac sie muzyką. Będzie to z korzyścią i dla nich zapewne (bo na reklamie mają miny oślic) i z całą pewnością dla muzyki. Płytę odstawiam na półkę i uroczyście przyrzekam nigdy do niej nie wrócić a jak los pozwoli - sprezentują ją wrogowi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...