sobota

Mocy nigdy za wiele

Potęgą Polak jest i już. W czym? Ani przeczytajcie drodzy przyjaciele...

0,24 promila alkoholu we krwi miał bezdomny, którego znaleźli śpiącego na dworcu autobusowym w Cieszynie (Śląskie) strażnicy miejscy. W nocy temperatura w Cieszynie wynosiła ok. -10 stopni.
Jak poinformowała cieszyńska Straż Miejska, bezdomny spał na dworcowej ławce, był częściowo rozebrany i nie reagował na bodźce zewnętrzne. Strażnicy udzielili mu pomocy przedmedycznej i wezwali pogotowie.

Mężczyzna trafił do Szpitala Śląskiego w Cieszynie, gdzie wykonano badanie na zawartość alkoholu we krwi. Okazało się, że we krwi ma 10,24 promila. - Po zastosowaniu leczenia odzyskał świadomość - poinformowali cieszyńscy strażnicy miejscy.
Według specjalistów śmiertelna dawka alkoholu dla człowieka to ok. 4-5 promili. Zdarzają się jednak bardziej odporni. Kilka lat temu we krwi 45-letniego mieszkańca wsi pod Skierniewicami, potrąconego przez samochód, stwierdzono 12,3 prom. alkoholu. Mężczyzna przeżył zarówno wypadek, jak i ilość wypitego alkoholu.

Jako żywo staje mi przed oczami firm "Oszukać przeznaczenie". Tam raz upatrzony przez Ponurego Żniwiarza człowiek wcześniej niż później stawał u bram niebios. Czy tak stanie się i tym razem? Czas pokaże. O rozwoju wypadków poinformujemy być może nawet wkrótce ;)

środa

Pozwał dziwkę za brak rozkoszy :)

Zwykle pisuję tu o przykładach debilizmu babskiego - dziś przykład zgoła odwrotny. Zachęcam do lektury:

Turysta w Las Vegas pozwał agencję dostarczającą "pań do towarzystwa" po tym, jak - jego zdaniem - nie wykonała ona swojej usługi. Żąda on odszkodowania w wysokości 1,8 mln dolarów - czytamy w Las Vegas Sun.
Hubert Blackman, na co dzień mieszkaniec Nowego Jorku, spędzał wakacje w Las Vegas, gdzie 17 grudnia zadzwonił do Las Vegas Exclusive Personals. Firma miała mu zorganizować prywatny taniec striptizerki w jego pokoju hotelowym.

Jak twierdzi Blackman, kobieta rozebrała się, wykonała taniec erotyczny za 155 dolarów oraz za kolejne 120 dolarów poszła z mężczyzną do łóżka.

Następnego dnia Blackman zadzwonił do Las Vegas Exclusive Personals i zażądał zwrotu pieniędzy, twierdząc że jest niezadowolony z usługi. Kobieta miała spędzić u mężczyzny godzinę, a wyszła po trzydziestu minutach. Ponadto - na co skarżył się Nowojorczyk - nie mógł on wykonać pewnej czynności z powodu tego, że był pijany.

Niezadowolony Blackman poszedł na policję, gdzie został uświadomiony, że grozi mu postawienie zarzutów za ww. czyny (prostytucja jest w Las Vegas nielegalna) i poradzono mu, aby udał się gdzie indziej.

Nowojorczyk postanowił złożyć pozew przed sądem federalnym w Nowym Jorku, w którym stwierdził iż "jego towarzyszka dokonała nielegalnego aktu seksualnego na nim podczas swojej opłaconej wizyty" oraz iż "prawie go to kosztowało areszt".

Blackman twierdzi, iż to wydarzenie spowodowało u niego rozstrój psychiczny i teraz potrzebuje on pomocy specjalisty.

W pozwie domaga się on zamknięcia firmy Las Vegas Exclusive Personals oraz zwrotu zapłaconej kwoty 275 dolarów, jak również odszkodowania w wysokości 1,8 mln dolarów za straty, które poniósł. Blackman twierdzi, że to kobieta nagabywała go do aktu seksualnego.

Pozwaną firmą jest Hillsboro Enterprises (prowadzący swoje interesy w Las Vegas poprzez Las Vegas Exclusive Personals). Jak twierdzą jej przedstawiciele, od 17 lat świadczy ona usługi profesjonalnych tancerek erotycznych. Podkreślają oni, iż jeśli ktokolwiek dzwoni w celu wynajęcia tancerki i sugeruje że chodzi również o seks, dowiaduje się że w Las Vegas prostytucja jest nielegalna.

Cóż, głupków nie brakuje jak widać....

wtorek

Hipolibidemia

 Unikają, odmawiają, symulują, wymyślają kolejne wymówki, zwodzą partnerów. Kompletnie nie odczuwają pożądania. Seks  wzbudza w nich wstręt i strach. I, tak jak Martyna, która zwierza się na forum, zastanawiają się, co jest z nimi nie tak: „Kompletnie nie mam ochoty na seks. Kocham mojego faceta, dobrze nam razem, ale na samą myśl o seksie aż mnie skręca. Co robić? Czy to znaczy, że jestem oziębła?”. Oziębłość, nazywana również anoreksją seksualną albo hipolibidemią, dotyka nas coraz częściej.
Porównanie oziębłości do jednego z najpoważniejszych zaburzeń odżywania wcale nie jest przypadkowe. I tak jak anoreksja jest przymusowym unikaniem przyjmowania pożywienia, tak anoreksja seksualna – to nic innego, jak nałogowe unikanie bliskości i intymności. „Chora” zrobi wszystko, żeby się nie kochać.

Jak wynika z międzynarodowych badań, na oziębłość seksualną cierpi już od 25-37 proc. kobiet na świecie. W Polsce dotyczy ona 1 na 10 kobiet w wieku do 24 lat i 7 na 10 kobiet – powyżej 45 roku życia. I choć brak lub utrata potrzeb seksualnych jest dysfunkcją częściej występującą u kobiet, zdarza się również u mężczyzn. Potwierdzają to opinie internautek, które na forach chętnie dzielą się problemami intymnymi i rozczarowane swoimi partnerami, narzekają na ich dziwną niechęć do seksu. Piszą o mężczyznach, którzy całymi miesiącami unikają seksu, tłumacząc to zmęczeniem, brakiem nastroju albo „bólem głowy”. Skąd więc powszechne przekonanie, że problem dotyczy wyłącznie kobiet?

Seksuolog, Radosław Jerzy Utnik, tłumaczy: - Kobiety staranniej wybierają partnera, gdyż zaangażowanie się w związek seksualny może zakończyć się ciążą. Dbają też o swój wizerunek, gdyż kobieta dostępna seksualnie dla wielu mężczyzn raczej nie będzie postrzegana jako atrakcyjna partnerka do stałego związku. Mężczyźni ponoszą mniejsze skutki kontaktu seksualnego, więc z natury rzeczy będą skłonni do pozostawania bardziej aktywnymi (…) Zderzenie prawdy z kulturowo ukształtowanym wizerunkiem przeraża wielu mężczyzn – znane mi są przypadki, gdy oczekiwania seksualne kobiety są dosyć konkretne, na co część mężczyzn reaguje właśnie lękiem. Mężczyzna błędnie uważa, że to on powinien zawsze występować w roli zdobywcy i inicjatora kontaktu seksualnego. Gdy rzeczywistość okazuje się inna – część mężczyzn nie umie się w niej odnaleźć i wycofuje się z życia seksualnego z partnerką – uważa seksuolog.

Jak tłumaczy Radosław Jerzy Utnik: - Przejściowa niechęć do seksu przemija po względnie krótkim okresie spowodowanym przyczynami możliwymi do zidentyfikowania, takimi jak np. choroba, nadmierna ekspozycja na stres, hałas czy przemęczenie. Gdy czynniki te mijają – apetyt na seks wraca.

Z awersją seksualną, jako jednostką chorobową, mamy do czynienia dopiero wtedy, gdy spełnionych jest kilka warunków: gdy problem występuje często i przez co najmniej pół roku; gdy niechęć do seksu przerasta nasze potrzeby i pragnienia; gdy niechęci do współżycia nie da się wytłumaczyć innymi czynnikami, takim jak choroba, depresja albo zaburzenia hormonalne.

- O awersji seksualnej mówimy, kiedy perspektywa kontaktu seksualnego z partnerem budzi niechęć, obawę lub lęk w stopniu wystarczającym do tego, aby takiej aktywności unikać, przy czym niechęć nie jest spowodowana lękiem przed brakiem sprawności seksualnej. Gdy zaś do aktywności seksualnej dochodzi – to u osoby dotkniętej awersją seksualną pojawiają się silne uczucia negatywne i niezdolność do przeżywania przyjemności – wyjaśnia seksuolog.

Na kozetce u seksuologa

Oziębłość czy też anoreksję seksualną można i trzeba leczyć. Nie uporamy się z tym sami. Niezbędna jest pomoc specjalisty. Pomoc seksuologa polega przede wszystkim na precyzyjnej diagnozie problemu. Aby stwierdzić konkretne zaburzenie, specjalista musi przeprowadzić dokładny wywiad, obejmujący wiele aspektów życia – począwszy od stan zdrowia, poprzez przyjmowane leki, relacje z partnerem, upodobania seksualne, aż po… warunki materialne.

W przypadku kobiet konieczne bywa przeprowadzenie badania ginekologicznego, aby sprawdzić prawidłową budowę narządów płciowych albo wykluczyć choroby, takie jak np. endometrioza czy infekcja pochwy. U mężczyzn z kolei potrzebna może być diagnostyka mogąca wykluczyć inne zaburzenia seksualne, takie jak np. zaburzenia erekcji.

Warto pamiętać, że pożycie seksualne to istotny warunek silnej więzi między partnerami, a jakiekolwiek zaburzenia w tej sferze naszego życia, tę relację naruszają. - Udane życie intymne zaspokaja bardzo szeroką gamę naszych potrzeb: od fizjologicznych, poprzez potrzeby bezpieczeństwa, przynależności do samorealizacji. Seksualność jest po prostu niezwykle istotną częścią osobowości – uważa Radosław Jerzy Utnik.

sobota

Biznesowa psychologia

moi drodzy, dziś mam dla Was bardzo ciekawy wywiad, przeczytajcie:

Myślicie, że świat iluzji i biznesu to dwa różne światy? Okazuje się, że rządzą nimi te same zasady. Andy Cohen, guru w dziedzinie motywowania liderów i wykładowca Uniwersytetu Nowojorskiego, a po godzinach iluzjonista, wyjaśnia, jakich trików powinien nauczyć się dobry szef.

La Vanguardia: Wielki Houdini był niewątpliwie geniuszem iluzji, ale czy może nam doradzać w biznesie?

Andy Cohen: Uczy nas jak widzieć, a nie tylko patrzeć. Gdyby mój mistrz koncentrował się jedynie na technicznej stronie swoich trików, jak wielu innych iluzjonistów, zdobyłby wprawdzie większą lub mniejszą popularność, ale do dziś wszyscy by o nim zapomnieli.

A jednak ludzie wciąż o nim pamiętają. Dlaczego?

Ponieważ nie szukał biernych widzów, lecz aktywnych wspólników. Potrafił sprawić, że ci, którzy go oglądali, odnosili wrażenie, jakby to oni sami byli uwięzieni w kaftanie bezpieczeństwa lub w zamkniętej na cztery spusty trumnie pod ziemią i próbowali się stamtąd wydostać. Byli tam razem z nim.

Jaką naukę możemy z tego wyciągnąć?

Nie należy obawiać się okazywania słabości. Wszyscy jesteśmy słabi, ale to nie oznacza, że nie powinniśmy walczyć. Kiedy widzimy człowieka zmagającego się z przeciwnościami, stajemy po jego stronie. Tymczasem wielu liderów postępuje wręcz przeciwnie: starają się, aby wszyscy dookoła myśleli, że sukces nic nie kosztuje, że wygrywają ot tak... I w efekcie nikt się z nimi nie solidaryzuje.

Czy na tym właśnie polega pańskie nauczanie biznesowej iluzji?

To tylko pierwsza lekcja. Nie ukrywaj, że się pocisz.

Czy w trakcie drugiej lekcji wykorzystuje pan kaftan bezpieczeństwa?

Drugie zajęcia mówią o tym, że lider powinien przedstawić wszystkim czytelne wyzwanie.  Houdini w tym celował. To nie był jakiś dziwak, który wyciągał króliki z kapelusza. Symbolizował walkę człowieka z własnymi ograniczeniami. Czy jest ktoś, kogo to nie interesuje?

Dlatego lider bądź szef musi wyznaczyć jakiś cel.

I musi to zrobić w sposób czytelny. Powinien zwrócić się do swojego zespołu i powiedzieć: "Kochani, w tym roku naszym zadaniem jest podwoić sprzedaż i

poprawić nasze wyniki finansowe". Trzeba wyznaczyć konkretny cel, który dla wszystkich będzie zrozumiały.

To wydaje się rozsądne.

A jednak mało kto tak postępuje. Wielu liderów i szefów boi się zbyt jasno formułować swoje cele, żeby potem nikt nie obwiniał ich za to, że ich nie osiągnięto.

Nie chcą się wiązać własnymi słowami.

Ale tu chodzi o wyzwolenie, a tylko prawda nas wyzwoli. Houdini w dowolnej chwili zdradzał wszystkie elementy swoich trików. Pełna przejrzystość.

W jakim sensie?

Kiedy ktoś prosi swój zespół o współpracę, musi mu także powiedzieć, co dokładnie ma zamiar zrobić i dlaczego.

To również jest oczywiste.

A jednak niewiele firm stosuje się do tej zasady. Czy wie pan, że siedziba agencji Bloomberg wyraźnie odzwierciedla właśnie tę potrzebę jawności? Nie ma tam ani jednej ściany. Wszyscy w każdej chwili widzą, co robią inni.

Niczym w słynnym więzieniu Panoptikon: wszyscy nadzorują wszystkich.

Ale to jest jednocześnie jasny przekaz dla pracowników: "Kochani, tutaj wszyscy wiemy, ile pracuje i ile zarabia szef".

No dobrze, wszyscy już to wiedzą i są zaangażowani w sprawę. Co dalej?

Wtedy trzeba się czymś podzielić z innymi. Przychodzi czas na jakieś wyznanie, osobiste zobowiązanie, przyznanie się do słabości, która w oczach innych uczyni nas bardziej ludzkimi... Tak jak Houdini wyznaje swojej publiczności, że jest taki sam jak widzowie. I że ich potrzebuje.

A jaki jest ostatni krok?

Trzeba dotrzymać słowa, spełnić wszystkie obietnice. Tak jak to robił Houdini.

Na przykład wyzwalając się z kaftana bezpieczeństwa. O tak!

Doskonała sztuczka: jest pan zwinny jak węgorz.

A teraz niech pan spojrzy na moją rękę... I co? Niech pan nie wierzy we wszystko, co pan widzi? Monety już tu nie ma.

To też świetny trik, chociaż bardzo stary.

Nowością jest to, że mogę pana nauczyć tej sztuczki w ciągu pięciu minut. Wszystko polega na tym, że ponieważ patrzę na tę rękę, pan również na nią patrzy i nie zwraca pan uwagi na to, co naprawdę dzieje się z monetą.

A gdybym obserwował ruch drugiej ręki...

Zorientowałby się pan. Wiele ludzkich błędów wynika właśnie z tego, że śledzimy ruch tej ręki, którą naszym zdaniem powinniśmy śledzić. Błąd jest owocem mentalnego lenistwa: bezmyślnie postępujemy zgodnie z przyjętą konwencją i nigdy nie poddajemy w wątpliwość tego, co naszym zdaniem widzimy.

Proszę podać jakiś przykład.

Codziennie mamy do czynienia z milionami takich przykładów. Właśnie to zjawisko wykorzystuje iluzja. Bada nasze rutynowe sposoby postrzegania i stara się nas zwieść. Tak jak moja ręka zwiodła pana. Wiedziałem, że pan będzie patrzył na to samo, co ja. I w ten sposób umknie panu to, co dzieje się naprawdę.

Czy to samo zjawisko da się zaobserwować w przedsiębiorstwach?

Tak było w przypadku IBM: szefowie korporacji uważali, że to, co najbardziej wartościowe w informatyce, to urządzenia, sprzęt. Dlatego pozwolili, aby nowicjusz Bill Gates zdominował rynek oprogramowań. Szefowie IBM obserwowali rękę, a nie monetę.

To klasyczny przykład.

Śledzili niewłaściwy konwencjonalny proces. Natomiast człowiekiem, który naprawdę umiał patrzeć, był mój przyjaciel Jeff Bezos, założyciel Amazon i pionier w reklamowaniu konkurencji.

O konkurencji mówią wszyscy, ale na ogół źle.

Amazon, przeciwnie, kiedy sprzedaje jakiś produkt, umieszcza obok niego cenę, za jaką ten sam towar sprzedaje konkurencja – ta cena często jest niższa – oraz informację, gdzie można go kupić. Robi konkurencyjnym firmom darmową reklamę.

A przy tym całkiem nieźle sobie radzi.

Ponieważ wie, że nawet jeśli straci na pojedynczych transakcjach, to w zamian zyska zaufanie klienta. Jest pewien, że klient wróci na stronę Amazon, choćby nawet potem miał kupić dany produkt gdzie indziej.

Czy to znaczy, że należy płynąć pod prąd?

Tylko wtedy, gdy prąd płynie w niewłaściwym kierunku i każe nam obserwować nie tę rękę, co trzeba. Kiedy wszyscy byli przekonani, że przemysł muzyczny musi bronić własności intelektualnej...

Stąd zakaz nagrywania koncertów...

... zespół The Grateful Dead zaczął postępować niekonwencjonalnie: poprosił swoich fanów, aby nagrywali jego występy i w ten sposób stworzył pewną wspólnotę. Dziś Sony ze swymi płytami kompaktowymi popada w ruinę, a ten zespół nadal świetnie zarabia. 

Świat tak szybko idzie do przodu.

YouTube powstał jako serwis towarzyski, gdzie można było szukać partnera, a z czasem przekształcił się w to, czego potrzebowali użytkownicy. Twórcy serwisu osiągnęli sukces dzięki temu, że wyszli naprzeciw pragnieniom internautów. Na tym polega obserwowanie właściwej ręki.

Lluís Amiguet

Procenty dla twardzieli

Dzisiaj mocarna iniformacja, ale nie o debilkach :) a to zaskoczenie prawda? :)


okazuje się, ze  wietnamczycy produkują wino ryżowe, w którym zatopiona została jadowita kobra i czarny skorpion. Niecodzienny produkt można zamówić przez internet – donosi dailymail.co.uk.
Do produkowanego w Wietnamie "wężowego wina" używana jest jadowita kobra i czarny skorpion. Żywe zwierzęta umieszczane są w butelkach z winem ryżowym. Zawarty w nim alkohol unieszkodliwia jad węża i skorpiona, który oparty jest na proteinach.
Jak zapewniają producenci nietypowego trunku, ma on właściwości lecznicze. Pomaga podobno w bólach pleców i reumatyzmie. Wzmaga także potencję: oparte na ryżu likiery są uważane za silny afrodyzjak.

Trunek z węża i skorpiona reklamowany jest jako najbardziej "męski" alkohol jaki kiedykolwiek wyprodukowano – informuje dailymail.co.uk.

czwartek

BABSKIE POWODY DO WSTYDU - szokujące badania

Niby wszyscy wiemy, że wstydzić się należy tylko złych rzeczy. Jednak świadomość tej reguły nie pomaga nam w oswojeniu i okiełznaniu kompleksów. Może jednak świadomość, że nie jesteśmy z naszym wstydem same, pozwoli nam lepiej się z nim poczuć, a z czasem zacząć go pokonywać?

Badania przeprowadzone w 2007 roku przez IQS QUANT GROUP wykazały, że polskie kobiety najbardziej wstydzą się tematów związanych z życiem seksualnym, chorób kobiecych i psychicznych oraz zdrady małżeńskiej. Badanie przeprowadzone na zlecenie kampanii "Bez wstydu o NTM" (nietrzymanie moczu) dowiodło także, że właśnie przypadłość polegająca na nietrzymaniu moczu znajduje się wysoko na liście wstydliwych problemów.

O czym nie chcemy rozmawiać?

Rozmowy na temat seksu krępują aż 50% kobiet. Choroby zarówno te kobiece jak i psychiczne zawstydzają co trzecią Polkę. Tak samo krępuje temat małżeńskiej zdrady, a 20% wstydzi się mówić o rozwodzie. Jak łatwo się domyślić, na trudne tematy raczej nie rozmawiamy. A jeśli już - to tylko z kimś bardzo zaufanym. Z badań wynika, że informacji o "krępujących" sprawach szukamy przede wszystkim w książkach i innych publikacjach. Młodsze panie zaglądają przede wszystkim do internetu. Jeśli już rozmawiamy, to z najlepszą przyjaciółką - taką odpowiedź zaznaczyło 50% badanych. Tylko jedna na trzy panie decyduje się rozmawiać na wstydliwe dla nich tematy z partnerem, a co szósta z lekarzem! 20% pań na tematy wstydliwe nie rozmawia z nikim i nie szuka żadnych informacji na ten temat. Niezwykłe jest to, że Polki nie omawiają trudnych tematów ze swoimi córkami i matkami. Osobne miejsce w dyskusjach zajmuje kwestia szeroko pojętej kobiecej fizyczności.

Nogi - częściej kompleks niż atut

Zdaniem naukowców z firmy Venaforce, przeciętna kobieta zamartwia się wyglądem swoich nóg przez pół godziny dziennie. Badanie przeprowadzono latem, co z pewnością znacząco wpłynęło na czas, który poświęcamy naszym kończynom dolnym. Przecież to właśnie latem, kiedy odkrywamy najwięcej ciała, zależy nam, by wyglądało wspaniale. Poza nogami, najczęściej wstydzimy się swoich pośladków, biustu, nosów i ogólnej otyłości. Kwestia braku akceptacji własnego wyglądu, choć wydaje się mało ważna, jest poważnym problemem, który pociąga za sobą szereg innych.

- Programy telewizyjne, media, społeczeństwo i kultura - ze wszystkich stron kobiety są atakowane wizerunkami idealnego ciała. Również dietetyka przepełniona jest niedbaniem o zdrowie, a dążeniem do idealnych kształtów. To wszystko odbija się na kobietach, które zaczynają czuć się nieatrakcyjne w porównaniu z prezentowanymi, niedoścignionymi ideałami piękna. Oczywiście piękna fizycznego - tłumaczy Wojciech Tomaszewski z Przystani Psychologicznej w Warszawie. -Kolejnym aspektem fizycznego wstydu jest poczucie nieatrakcyjności dla partnera. Często mężczyźni nie zaspokajają kobiecych potrzeb w tej materii, a to budzi w nich kompleksy. Nie mówią swoim partnerkom, że dla nich to one są najpiękniejsze, czasem wytykają niedoskonałości, zachwycają się innymi, zdradzają... To powoduje, że kobieta czuje się brzydka, nieatrakcyjna, zaczyna ukrywać swoje ciało, traci pewność siebie. Zdaniem psychologa, kompleksy na punkcie ciała mają wpływ na wiele podejmowanych przez nas decyzji.

Promocja piękna

- Jednym z powodów przesunięcia czasu, gdy kobieta rodzi pierwsze dziecko, jest właśnie strach przed zmianami fizycznymi, które mogą nastąpić po ciąży. Oczywiście decydują też inne czynniki - ekonomia, dążenie do lepszego wykształcenia, ale chęć zachowania młodości i urody jest jednym z nich - mówi psycholog. - Kobiety boją się, że ich ciało zmieni się na niekorzyść, a dziś kult urody jest bardzo mocno promowany. Trudno się dziwić, że panie boją się zaryzykować.

akt, że fizyczność, a raczej niedostatki urody to dla kobiet kwestia bardzo wstydliwa, potwierdzają panie. - Nigdy, nawet w upalne dni nie wkładam zupełnie krótkich spodenek czy spódniczek, ani koszulek na ramiączkach - mówi pani Małgosia 35-latka z Warszawy. - Wiem, jak wyglądają moje uda i ramiona i wstydzę się je pokazywać - tłumaczy. - W pewnym momencie zrezygnowałam nawet z basenu, bo miałam uczucie, że wszyscy na mnie patrzą i w duchu się śmieją, że tak wyglądam. Pani Małgosia nie jest wyjątkiem. Wiele kobiet rezygnuje z bikini, bo nie chce pokazać rozstępów po ciąży. Ewa z Gdańska, choć kocha morze i kąpiele, na plażę wybiera się tylko wczesnym rankiem lub wieczorem i zawsze w dni powszednie. - Nie chcę, by ktoś porównywał moje ciało do zgrabnych laseczek z nogami do nieba, które całymi dniami prezentują swoje idealne kształty - mówi.

"Foka" na plaży

Ewa ma 38 lat, 165 cm wzrostu i waży 64 kilogramy. Nie jest otyła, ma ładną buzię, ale dla niej to za mało. - Przy tych kobietach zaczynam się czuć jak foka. Z fałdkami na brzuchu, zbyt dużym tyłkiem, udami... - wymienia. Również w Internecie znajdziemy setki wyznań pań, które wstydzą się swojego ciała. Niektóre tak bardzo, że przenoszą swoje kompleksy do sypialni. - "Mam trochę za dużo ciała tu i ówdzie. Wstydzę się pokazywać nago swojemu facetowi. Od kilku miesięcy kochamy się tylko pod kołdrą i przy zgaszonym świetle. Mój chłopak zaczyna narzekać na moje zachowanie. Mówi, że jemu podobają się moje fałdki i że to ja świruję. Faktycznie świruję?" - pyta na forum dziewczyna. W odpowiedzi dostaje rady, że powinna pokochać siebie, albo schudnąć. Ale też wiele postów od kobiet, które przechodzą przez to samo.

Niestety, wygląd zewnętrzny to nie jedyna kwestia, której się wstydzimy. A skoro od nieatrakcyjnych nóg doszliśmy już do problemów w sypialni - zajmijmy się kwestią intymności. Badanie wskazały, że to ważny problem. Psycholog zwraca jednak uwagę, że w temacie seksu nie wszystkie obszary są dla nas równie krępujące.

Fantazje na łańcuchu

- Kobiety zazwyczaj bez większego wstydu mówią o życiu erotycznym. Problemy pojawiają się, gdy wchodzimy w obszar fantazji - ocenia Wojciech Tomaszewski. - O ile mężczyzna nie ma problemu, by powiedzieć partnerce, że fantazjuje o seksie z dwoma kobietami, kobieta nie przyzna się do tego samego. Oczywiście chodzi o fantazje, nie o to, że któreś z partnerów faktycznie zdecydowałoby się to zrobić - wyjaśnia psycholog. - Kobieta wie, że to co powie, natychmiast zostanie poddane ocenie. On może swobodnie przyznać się do najdzikszych erotycznych marzeń - w końcu to facet, jemu wypada. Ona ryzykuje, że zostanie ukarana - dodaje Tomaszewski. - W oczach partnera może stać się "puszczalską". Choćby nigdy nie zrobiła niczego, by na taką etykietkę zasłużyć. Właśnie dlatego panie tak bardzo się wstydzą powiedzieć partnerowi, czego potrzebują. Same czują, że nie wypada im tak myśleć.

Czego jeszcze się wstydzimy?

Małżeńskiej zdrady. Potwierdzają to zarówno badania, jak i specjalista z Przystani Psychologicznej. - W kwestii zdrady działa podobny mechanizm, jak w przypadku fantazji erotycznych. Mężczyźnie wypada, kobiecie nie. Przyzwolenie społeczne dla mężczyzny, który wykonał skok w bok jest znacznie większe, niż dla kobiety. Często mówimy - przecież to facet, zdarza się. Ale kobieta z romansem na koncie oceniana jest bardzo negatywnie. Choć zazwyczaj przyczyny kobiecej zdrady są znacznie głębsze niż męskiej - dodaje Wojciech Tomaszewski. - To wołanie o zainteresowanie partnera, o jego czas, uwagę, podziw. Rzadko kiedy kobieta decyduje się na romans, jeśli stały partner zaspokaja jej emocjonalne potrzeby.

Awans jest dla mężczyzn?

O ile kompleksy, wstyd i zażenowanie w tych obszarach z pewnością nikogo nie dziwią, o tyle ogromna niepewność towarzysząca kobiecie na polu zawodowym - zaskakuje. Statystycznie jesteśmy lepiej wykształcone, kończymy więcej dodatkowych kursów, bardziej się angażujemy. - A mimo to, kobieta na tym samym stanowisku zarabia znacznie mniej, niż mężczyzna. Jednocześnie, mimo lepszych kwalifikacji, ma mniejszą szansę na otrzymanie wysokiego stanowiska - mówi psycholog. - To jeden z powodów, dla których kobieta ma kompleks życia w cieniu mężczyzny. Sam do końca nie jestem w stanie pojąć, dlaczego tak jest. Jedynym sensownym wytłumaczeniem tej sytuacji wydaje mi się zakorzeniony w nas atawizm, że to mężczyzna jest głową rodziny, zdobywa pożywienie, broni kobiety, a ona jest tą westalką dbającą o domowe ognisko, chowającą się za jego plecami. Miałem kiedyś pacjentkę - opowiada psycholog. - Z pozoru silna kobieta, doskonale wykształcona, zajmująca wysokie stanowisko kierownicze, zarządzająca dużą grupą ludzi. W domu ta sama kobieta była zupełnie podporządkowana mężowi. Słaba, krucha, zupełnie zdominowana.

Wiele kobiet wstydzi się tego, że mimo włożonej pracy, nie jest w stanie osiągnąć na rynku pracy takiej pozycji, jak mężczyzna. Jednocześnie staramy się nadrobić setki lat, kiedy byłyśmy kulturowo przypięte do domu i prześcignąć mężczyzn na ścieżce kariery. - Sam ten wyścig jest przejawem ogromnych kompleksów ze strony kobiet. Dlatego wkładają znacznie więcej pracy, by osiągnąć to, co mężczyźni. Jednak wyścig dla obu stron jest bardzo negatywnym zjawiskiem - mówi psycholog. - Kobiety i mężczyźni bardzo się od siebie różnią. Zarówno pod względem fizjologicznym, jak i w kwestii emocjonalności, potrzeb czy predyspozycji. Nie znaczy to bynajmniej, że kobiety nie powinny starać się spełnić w pracy. Źle na ich psychikę wpływa porównywanie się do mężczyzn. Podobnie jak patrzenie na swoje ciało przez pryzmat pięknych modelek. To właśnie porównania budzą w nas wstyd i rodzą kompleksy. Zamiast skupić się na sobie, rozwijaniu się, pracowaniu nad sobą, koncentrujemy się na tym, że jesteśmy brzydsze od kogoś, zarabiamy mniej niż ktoś inny - mówi Wojciech Tomaszewski. - Dopiero, gdy wyrwiemy się z tego koła porównań mamy szansę poradzić sobie z naszym wstydem i kompleksami. AD

Po co partner - lepszy wynajęty - dla nastolatek

Czerwone majtki, podwiązka i nowa sukienka - bez tego nie obejdzie się żadna studniówka. Do niezbędnika studniówkowego trzeba dorzucić jeszcze idealnego partnera. A co zrobić, jeśli nie ma żadnego na horyzoncie? Można go sobie kupić albo wylicytować.
Moda na partnera kupionego w internecie święci w Łódzkiem triumfy. Sezon studniówkowy w pełni, a w internecie trwają licytacje. Za usługę trzeba zapłacić między 50 a 100 zł.
"Jestem zeszłorocznym maturzystą i chcę w tym roku iść znowu na studniówkę. Uwielbiam się bawić, zawsze uśmiechnięty, towarzyski i lubię poznawać nowych ludzi. Nie upijam się - sama decydujesz, możemy bawić się bez alkoholu czy z alkoholem - jestem dla Ciebie. Oczywiście możemy się wcześniej skontaktować, porozmawiać, wymienić zdjęciami. Lubię spontany, jeszcze nigdy się nie sprzedałem na Allegro, a ty pewnie nigdy nikogo nie kupiłaś. Przyszedł na to czas" - napisał 20-letni łodzianin na portalu Allegro.pl. Aukcja zaczęła się od złotówki, ale łodzianin "poszedł" w środę za 53 zł. Pieniądze, jak twierdzi, przeznaczy na transport i kupno kwiatów.
Sami również postanowiliśmy poszukać szczęścia na jednym z portali. Stworzyliśmy internetowy profil Ani, licealistki z najlepszego w całym województwie I LO, która szuka partnera na bal w Pałacu Poznańskiego. Jednak innym użytkownikom witryny sam prestiż szkoły nie wystarczył. "Może i bym się zgodził, ale może najpierw zobaczyłbym Twoje zdjęcia?" - odpisał Ani jako pierwszy z internautów Robert. Kolejne odpowiedzi były już dużo bardziej konkretne. Marcin W. sam przesłał swoją fotografię w garniturze i kapeluszu z szerokim rondem, Artur zaproponował układ: "Ja pójdę z Tobą na Twoją studniówkę, a Ty pójdziesz ze mną na moją". Ogółem Ania przez tydzień doczekała się siedmiu zaproszeń.
Łodzianki robią się coraz bardziej wybredne. Na studniówce wszystko musi być idealne. Nawet partner. - Musi być wolny, pełnoletni, przystojny blondyn (najlepiej), który super tańczy, z którym będę mogła inteligentnie porozmawiać, niepalący, najlepiej powyżej 185 cm - wymienia Katarzyna, tegoroczna maturzystka, która zdecydowała się na umieszczenie oferty w internecie.

Pytaniem o nową studniówkową modę zaskoczyliśmy Barbarę Górską, dyrektor XIII Liceum Ogólnokształcącego w Łodzi. - U nas bal już się odbył. Nie wiem, czy ktokolwiek z partnerek lub partnerów maturzystów był wzięty z internetu, ale nawet jeśli, to nikt nie narobił żadnemu z moich uczniów wstydu podczas zabawy. A to najważniejsze - mówi Górska.

Przed przypadkowymi partnerami przestrzega jednak policja. - Jeśli dziewczyny zdecydują się wynająć partnera przez internet, to koniecznie powinny się z nim wcześniej spotkać. Na spotkanie najlepiej iść z koleżanką albo kimś z rodziny, żeby sprawdzić, czy przyszły partner ma dobre zamiary. Pod żadnym pozorem nie można wsiadać do niego do samochodu, bo pamiętajmy, że część osób, która się ogłasza, może wykorzystać studniówkę jako pretekst do niewłaściwych zachowań seksualnych i wykorzystać dziewczynę - mówi Grzegorz Wawryszuk z KWP w Łodzi.

niedziela

Praca? Po co, lepiej bogaty frajer !

Kariera zawodowa? Owszem, ale jeszcze chętniej... zamożny mąż, który zapewni dostatnie i wygodne życie. Jak pokazują najnowsze badania, to aspiracje wielu współczesnych Europejek, dla których małżeństwo z bogatym mężczyzną jest często ważniejsze niż własny rozwój zawodowy.
Jak podaje Daily Mail, do takich wniosków doszła Catherine Hakim z London School of Economics and Political Science, autorka raportu przygotowanego dla ośrodka badawczego CPS (Centre for Policy Studies). Hakim uważa, że wyniki badań są niepokojące, bo na bogatym mężu zależy obecnie większej liczbie kobiet niż 60 lat temu...

Badania Catherine Hakim objęły przede wszystkim Wielką Brytanię i Hiszpanię, choć pod uwagę brano również inne kraje europejskie. W porównaniu z 1949 rokiem liczba kobiet w Wielkiej Brytanii, która poślubiła męża znacznie lepiej wykształconego i bardziej zamożnego niż one same, jest obecnie o 20 proc. wyższa.
 Zdaniem badaczki, najbardziej popularny i "poprawny politycznie" współcześnie model rodziny, czyli mąż i żona, którzy pracują i dzielą się obowiązkami domowymi, nie sprawdza się. Catherine wysuwa nawet dość kontrowersyjną tezę, że "wiele kobiet nie chce przyznać, że woli być niepracującymi żonami, ponieważ takie wyznanie stało się dziś "politycznie niepoprawne".

Według niej dlatego na wysokich stanowiskach w gospodarce i administracji jest więcej mężczyzn niż kobiet, gdyż kobietom nie zależy lub mniej zależy na karierze w biznesie. Haskim twierdzi, że większość kobiet w Europie, jeśli może, aspiruje do wyjścia za mąż za mężczyznę lepiej materialnie sytuowanego i wykształconego od nich. Kobiety widzą w małżeństwie alternatywę lub uzupełnienie ich kariery na rynku pracy - stwierdziła autorka raportu.

Jak kretynki wykorzystują swoją kobiecość

Niby kobiety domagają się równouprawnienia we wszystkich sferach życia i piętnują męski szowinizm oraz stereotypy na swój temat typu "baba za kierownicą", ale jak przychodzi co do czego, słodko trzepoczą rzęsami i starają się zwalić swoje ewentualne niedociągnięcia właśnie na karb płci.
Albo... po prostu się nami wyręczyć. Zobacz, w jakich sytuacjach, kobiety używają swojej płci jako ostatecznego argumentu! 

10. Płacz
Z ankiety przeprowadzonej przez jeden z brytyjskich ośrodków badania opinii publicznej wynika, że 6 % przypadków wylewania łez jest przez kobiety argumentowany tym, że "w końcu jestem kobietą i muszę sobie popłakać". To doprawdy miażdżący argument 

9. Orientacja w terenie
Mimo niepodważalnych naukowych dowodów, że kobiety gorzej orientują się w terenie i źle czytają mapy, one same rzadko się do tego przyznają, wszystko zwalając na karb męskiego szowinizmu.
Jednak gdy spotkasz na swej drodze zdezorientowaną kobietę (która np. jedzie pod prąd) w 11 % przypadków, uzasadni to, że zgubiła drogę, swoją płcią.
 

8. Gorsza kondycja fizyczna
To oczywiste, że kobiety są słabsze i mniej wytrzymałe od facetów, jednak zadyszka po wejściu na 4 piętro nie ma nic wspólnego z płcią. A niestety, jak się okazuje, w piętnastu procentach sytuacji, kiedy ona nie może za Tobą nadążyć, użyje koronnego argumentu o słabszej płci.  

7. Wyrzucanie śmieci
Jesteś facetem = Ty wyrzucasz śmieci. Większość kobiet nawet nie dopuszcza do siebie innej możliwości. I nie życzy sobie w tej kwestii równouprawnienia.  

6. Składanie mebli, wbijanie gwoździ itd.
Wprawdzie istnieją kobiety, które doskonale znają się na udarach do wiertarki, a pralki naprawiają lepiej od fachowców, ale - sami przyznacie - należą do rzadkości.

Nawet jeśli Twoja kobieta doskonale wie, której strony młotka używać podczas wbijania gwoździ, w 28 % przypadków zostaniesz poproszony o zrobieniu tego za nią. Mogło być gorzej.
 

5. Unikanie konfrontacji
Trzeba iść kłócić się o coś w skarbówce, zapłacić mandat, powiedzieć wspólnym znajomym, że nie przyjdziecie - do tych średnio przyjemnych rzeczy ona najchętniej wysyła Ciebie, bo w końcu jesteś mężczyzną, "opiekunem i obrońcą".
Kobiety wysługują się mężczyznami w 35 % takich przypadków (argumentując to właśnie płcią).
 

4. Otwieranie słoików
Nawet jeśli to zwykły dżem ze sklepu, jeśli znajdziesz się w pobliżu, na pewno poprosi Cię, byś otworzył go za nią. Prawdopodobieństwo: 40 %. 

3. Noszenie ciężarów
Tak, tak, wiemy - jesteśmy silniejsi i możemy byś używani w charakterze osiołków i tragarzy. Nie mamy nic przeciwko pomaganiu w targaniu siat z zakupami. Ale dwie bułeczki, mleko i serek? Z tym chyba powinna sobie poradzić.
W 48 % sytuacji będziesz je jednak niósł. I nie pomoże tłumaczenie, że przed wojną to kobiety nosiły siatki za oficerami!
 

2. Zabijanie robactwa
Ile razy z łazienki dochodził Cię pisk i zmuszony byłeś ruszyć z odsieczą przeciw "monstrualnych" rozmiarów pająkowi czy innemu żyjątku? A szczegółowe studiowanie ścian w poszukiwaniu komarów? Jeśli chodzi o "mokrą robotę" one najchętniej oddelegowują do tego nas - jesteś mężczyzną, zabijaj.  

1. Parkowanie
Aż w 67 % sytuacji, gdy kobiety parkują samochód tak, że nie wiadomo, czy się śmiać, czy płakać, zrzucają odpowiedzialność za tę nieumiejętność właśnie na swoją płeć. I jeszcze się później dziwią, że w języku funkcjonuje określenie "parkować jak kobieta". Przepraszam, jestem w końcu kobietą!

środa

Pijana kretynka zraniła noworodka

Pijana lekarka z Tarnowskich Gór podczas wykonywania cesarskiego cięcia zraniła noworodka skalpelem. Bielska Prokuratura Rejonowa postawiła jej zarzuty uszkodzenia ciała i narażenia na ciężki uszczerbek zdrowia. Śląska Izba Lekarska na razie zawiesiła postępowanie.

Oskar przyszedł na świat osiem miesięcy temu. Lekarka w czasie zabiegu miała prawie promil alkoholu we krwi. – Nigdy nie usłyszałam przeprosin - mówi mama chłopca. Do dziś na policzku dziecka widnieje dwucentymetrowa blizna.

czwartek

Różnica między latynoską a polką

Wyczytałem w komentarzach w jednym z portali. Szczera prawda

Mieszkałem 2 lata w Madrycie. Studiowałem, pracowałem, uczyłem się języka, starałem się poznać kulturę hiszpańską jak również samych Hiszpanów i inne narodowości (mam na myśli głównie Amerykę pd. i Łacińską) zamieszkujące ten piękny i słoneczny kraj. Nie traciłem czasu i prowadząc singielskie życie miałem przyjemność poznać i romansować z niejedną Hiszpanką czy Latynoską (Brazylijką, Argentynką, Dominikanką itp.). Nie ukrywam, że powrót do kraju był dla mnie trudny i wciąż trudno jest mi się przystosować. Tęsknie szczególnie za Latynoskami a na Polki nie mogę patrzeć. Przykra prawda jest taka, że różnica między nimi jest jak między Maluchem a Mercedesem. Latynoski to otwarte, optymistyczne, pełne ciepła i temperamentu kobiety. Są niezwykle swobodne, wyzwolone w życiu jak i w łóżku, nie czekają aż facet przejmie inicjatywę, nigdy nie mają dość przytulania, całowania czy seksu. Przelewają na faceta optymizm, radość z życia, wspierają go i bagetelizują problemy jeśli takie wystąpią. Polki przy nich to zimne, szorstkie, wredne, zamknięte materialiski, w dodatku zakopleksione, seks traktują jako nagrodę dla faceta za dobre sprawowanie czyli za to że wystarczająco dużo nad nią skakał, obdarowywał itp. Związek z kobietą w Polsce to układ, facet zarabia, kobieta daje w zamian "miłość", związek w Hiszpani to bezwarunkowe bycie ze sobą, wzajemne zafascynowanie, czerpanie radości z samego przebywania razem, patrzenia na siebie, seksu. Zaskakuje mnie zwykły brak apetytu Polek na miłość i namiętność, pragmatyzm i interesowność. To, że Polki to najpiękniejsze i najwspanialsze kobiety na świecie to farsa. Na koniec napiszę żeby odeprzeć falę krytyki ze strony urażonych Polek, że ten post to nie jest uskarżanie się biednego chłopczyny na los czy reakcja na niepowodzenia w życiu osobistym. Jestem przystojnym, wykształconym, nieźle sytuowanym facetem, który na brak powodzenia tutaj nie narzeka, moim celem nie było obrażanie nikogo tylko uzewnętrznienie swobodnej, obiektywnej refleksji i głośne zanegowanie jakże błędnego stereotypu jakie to Polki są oh i ah. Stwierdzam wszech i wobec, głośno i wyraźnie, nie jest tak ;) Pozdrawiam i życzę miłego dnia.

A jednak to prawda!

Muzyka i obraz

 

Wolny dzień od sekciarzy

Pedalstwo kościelne żądaowolnego święta swojej sekciarskiej religii - niejakich trzech króli. Wolne w środku tygodnia. Rozpieprzyli tym tydień pracy. Ale w rozpieprzaniu są świetni więc ich to nie rusza. Natomiast sonda wśród ludzi pokazuje że po raz kolejny kościół i państwo zrobiła przeciwko obywatelom. Cytuję za onetem:

Ustawa wprowadzająca dzień wolny w święto Trzech Króli nie zadowala ani pracodawców ani pracowników. Obie strony zapowiadają złożenie jeszcze w tym miesiącu wniosków do Trybunału Konstytucyjnego. Ustawę zaskarżą pracodawcy zrzeszeni w Lewiatanie oraz NSZZ Solidarność. 
 
Pracodawcy RP i OPZZ podzielają zastrzeżenia do nowego prawa, ale są podzieleni w krytyce. Jedni uważają, że ustawa szkodliwie zwiększa liczbę wolnych dni, drudzy, że przeciwnie - w praktyce, w skali roku, będzie ich mniej.
Jeremi Mordasewicz z Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan twierdzi, że w wyniku przyjęcia ustawy gospodarka poniesie znaczne straty. Szacuje, że łączne, dodatkowe obciążenie przedsiębiorstw wyniesie 900 milionów złotych, a roczna sprzedaż dóbr i usług, wytwarzanych jedynie w przedsiębiorstwach powyżej 50 pracowników spadnie o 4,2 miliarda. W efekcie, wpływy z utraconego podatku VAT i CIT zmniejszą się o 370 milionów.
NSZZ Solidarność ma inne argumenty. Związkowcom podoba się nowy dzień wolny od pracy, ale przewidują, że zmiany w prawie pracy doprowadzą, w realnym działaniu przedsiębiorstw, do likwidacji innych wolnych dni. Rzecznik związku Wojciech Gumułka spodziewa się, że pracodawcy, na mocy nowego prawa, będą manipulować odbieraniem dni wolnych, a pracownicy na tym stracą. Przypomina, że ustawodawca zlikwidował możliwość odebrania dnia wolnego za święto przypadające w sobotę, nie będzie też skrócenia tygodniowego czasu pracy, jeśli wypadnie w nim święto.
Związkowcy zrzeszeni w OPZZ są zdumieni metamorfozą, jaką przeszedł wniosek obywatelski w sprawie przywrócenia dnia wolnego w święto Trzech Króli. Przyjęta ustawa jest czymś zupełnie innym - mówi wiceprzewodniczący OPZZ Andrzej Radzikowski i dodaje, że z niepokojem patrzy na to, co się dzieje z procesem legislacyjnym w Polsce. Jego zdaniem, musieli tu działać lobbyści, czyli pracodawcy. "Przemycono zapisy, których nie było we wniosku zgłaszanym przez rzeszę ludzi" - zauważa wiceprzewodniczący OPZZ Andrzej Radzikowski.
Pracodawcy RP podzielają ten niepokój i częściowo popierają wniosek do Trybunału przygotowany przez Lewiatana i częściowo wniosek Solidarności. "Jesteśmy za, ale z dwóch wniosków wybieramy po trosze, bo przyjęte rozwiązanie nie służy ani pracodawcom ani pracownikom. Od początku byliśmy przeciwni takiej kombinacji" - powiedziała w rozmowie z IAR mecenas Monika Gładoch. Dodała, że to nie pierwszy przypadek takiego przerobienia przez parlament pierwotnego wniosku, że końcowa ustawa jest dla wnioskodawców zupełnie nie do poznania i nie do zaakceptowania.
Monika Gładoch jest zaniepokojona praktykami w procesie legislacyjnym. Jak podkreśliła, do rządu i parlamentu były kilkakrotnie kierowane protesty dotyczące wypaczania idei konsultacji społecznych.
Źródło: IAR

piątek

Co NALEŻY mówić debilce

Znalazłem ciekawy artykuł w sieci i pozwolę sobie go wam przytoczyć. Oczywiście nie byłbym sobą, gdybym nie skomentował jego zawatości.... :) Zatem wigilijne dzieło czas zacząć:

W kontakcie z kobietą czasem (CZASEM??????) jest tak, jak ze słoniem w składzie porcelany. Coś powiesz, a ona nagle milknie tak, jak byś powiedział coś niestosownego (i szkoda że ten stan nie trwa wiecznie....)
Ale czy na pewno nie powiedziałeś niczego, co mogłoby ją urazić? 
   


1. "Masz zamiar włożyć to dziś wieczorem?"
To jest jasne, że właśnie TO ona ma zamiar na siebie włożyć dziś wieczorem. Debilki poświęcają mnóstwo czasu na to, żeby wyglądać pięknie, niestety zazwyczaj ich trud jest daremny, mózgu  bowiem nie da się ubrać. To, co możesz powiedzieć powinno brzmieć: "Wyglądasz olśniewająco w tej sukience". Innego wyjścia nie masz, chyba, że chcesz wieczór spędzić przed telewizorem w atmosferze konfliktu z partnerką. (a nalepiej bez niej = spokój cisza i brak wkurwiającego babskiego dźwięku)
 
2. "Nie znoszę mojej matki"
Nie ma nic seksownego w nielubieniu swojej matki. Kiedy wypowiadasz się o niej w ten sposób, twoja partnerka sądzi, że o niej myślisz to samo. I szuka wyjścia awaryjnego. (no i niech szuka, im szybciej znajdzie, tym lepiej dla nas)
 
3. "Czy twoja przyjaciółka jest wolna?"
To nie w porządku, kiedy spotykasz ją przy barze, słuchasz opowieści o jej pracy, psie, fryzjerze tylko po to, żeby utworzyć sobie kanał dostępu do jej bardziej atrakcyjnej przyjaciółki. W rzeczywistości osiągniesz efekt odwrotny - ona powie swojej koleżance, że jesteś dupkiem. A jeśli jej koleżanka uzna taką merytoryczną ocenę za wartościową to będzie tylko znaczyło ze obydwie są kretynkami. I od takiego smrodu należy jak najszybciej spierdalać.
 
4. "Doszłaś?"
To podobno najgorsza rzecz, o którą możesz zapytać debilkę po tym jak właśnie skończyliście się kochać. Leżycie w łóżku, upojeni, wyczerpani, spoceni. Ona właśnie myśli, że jesteś pewnym siebie, namiętnym i doświadczonym kochankiem. Chcesz to wszystko zniszczyć pytając, czy miała orgazm? przecież wiadomo, że nie miała, Polki są bowiem tragicznymi kochankami, oziębłymi i zahamowanymi do granic możliwości
 
5. "Chcesz to wszystko zjeść?"
Lepiej nie poruszać tego tematu. Kropka. Każda kretynka zmaga się z jedzeniem w diabolicznym, katastrofalnym wręcz uścisku. Każda kobieta doskonale wie, że będzie żałować tego, że za chwilę zje makaron z sosem. Ponieważ kretynki podobnie jak z sexu również z jedzenia nie potrafią czerpać przyjemności
 
6. "Nie chodzi o ciebie. Chodzi o mnie."
Nieprawda. Prawda jest taka, że chcesz wyjść od niej jak najszybciej (NO BA - od kretynki każdy chce uciec jak najdalej), żeby załapać się jeszcze na happy hours w pobliskiej knajpie ze striptizem :)

Autor: ŁG Źródła: fhmonline.com 
cześć komentarzy wplecionych w treść - autor bloga 

niedziela

Skazana za gwałt

zdjęcie pochodzi z "Nie"
Artykuł z "Nie":

Kobieta skazana na rok więzienia za zrobienie loda.

Sprawa zaczęła obiegać świat latem tego roku.
Sąd w Bergen (Norwegia) podtrzymał wyrok skazujący 23-letnią kobietę na 9 miesięcy ciupy i 40 tys. koron odszkodowania za „fellatio”, co przekładając na język rodzimy znaczy obciągnięcie druta lub zrobienie loda, obciągnięcie laski albo ssanie pały – jak kto woli.
Nieszczęsna niewiasta 4 stycznia 2004 r. balangowała z dwoma panami. Spożyli podczas balangi co nieco, ale w proporcjach norweskich, czyli to, co w polskiej filozofii pijackiej określa się mianem nicości absolutnej. Jeden z uczestników niewinnej balangi, 31-latek, zasnął na sofie. I według jego opowieści, gdy się obudził, poczuł, że podczas snu zrobiono mu loda. Według zeznań 23-latki ona i owszem obciągnęła mu fujarę, ale on się obudził i nie protestował i nawet odwdzięczył się za miłą przysługę szerokim uśmiechem. 31-latek, któremu obciągnięto, jak podaje dziennik „Dagbladet” z 27 kwietnia 2005 r., poczuł się tak tym urażony, że się rozpłakał jak dziecko, poczem pobiegł do komendy, by zgłosić przestępstwo. Na dowód pokazał gacie i własną fujarę, z której pobrano DNA śliny. Nie trzeba było Sherlocka Holmesa, by stwierdzić, że DNA śliny pasuje jak ulał do 23-latki. Biedna męska ofiara obciągania popadła w psychiczny dołek i miewa teraz nocne koszmary.

Sprawa znalazła się w sądzie, a prokurator zaaplikował paragraf 192 prawa karnego, czyli gwałt. Prawo karne nie oddziela płci. Każdy akt czerpania seksualnej korzyści bez zgody part-nera jest w istocie uznany za gwałt. Będzie nim zarówno przelecenie nawalonej w trupa baby, jak i obciągnięcie fujary narzeczonemu, który akurat nie ma na to ochoty. Summa summarum nasza bohaterka dostała 9 miesięcy bez zawiasów i 40 tys. koron odszkodowania na rzecz pokrzywdzonego.
Patrząc na sprawę znad Wisły można się palnąć w banię i współczuć facetowi, co za zrobienie loda idzie na policję. Myślę, że i posterunkowy skręcałby się ze śmiechu z frajera, co
za laskę idzie składać skargę i żąda dochodzenia. Ale nie w Norwegii. Tu normalną ludzką wesołość dawno już zastąpiono pigułką prozak.
Adwokat 23-latki niejaki pan Per Magnus Kristiansen wniósł o ponowne rozpatrzenie sprawy, ale udało mu się zbić tylko jeden miesiąc z wyroku.
Pan prokurator SmÂrdal natomiast wyraził zadowolenie z wyroku. Sprawę potraktował śmiertelnie poważnie i oznajmił, że prawo nie czyni różnicy między mężczyzną i kobietą, jeśli  chodzi o seks bez obopólnej zgody. Bo do tanga trzeba dwojga.

Jest w Norwegii prawo „likestillingsliven”, na które polskie feministki czekać będą długo. Prawo to daje równouprawnienie kobietom praktycznie we wszystkich dziedzinach życia.
Narodową przywarą Norwegów jest chorobliwa polityczna poprawność. Z języka skasowano już dawno rodzaj żeński rzeczowników nazw niektórych zawodów. Nie ma już, jak to dawniej bywało, podziału na nauczyciel „Idrer” i nauczycielka „Idrerinne”, jest słowo nauczyciel bez względu na płeć. To samo dotyczy pielęgniarki itp. Osobiście uważam, że ofiarą tej politycznej poprawności zrównania kobiet z mężczyznami padła nasza samarytanka seksualna. Przywalono jej wyrok właśnie w myśl zasady równouprawnienia. Płeć nieważna, ważny czyn.
Nieszczęsna niewiasta jest pierwszą kobietą w Norwegii skazaną za gwałt. Czy czeka ją sława Moniki Levinski? Nie sądzę. W kraju tym o seksie można mówić tylko w terminologii medycznej. Politycznie poprawnie jest stwierdzić: spenetrował partnerkę waginalnie, poczem ona ujęła penisa partnera i uprawiała z nim seks oralny, co w wolnym przekładzie daje: wybzykał panienkę, a ona z wdzięczności zrobiła mu loda.
Sędzia w końcowej mowie po odczytaniu wyroku podkreślił, że łagodny wyrok w tej sprawie motywowany jest faktem, iż szanse oskarżonej na powtórne popełnienie przestępstwa są minimalne. Rozumiem. Której by się chciało brać do buzi po takiej aferze. Adwokat poszkodowanego Roar Vegsund motywował wyrok tym, iż facet, któremu obciągnięto, wciąż płacze i czuje się jak zgwałcona dziewica.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...